Przedszkole. Mama odbiera dziecko. Dziewczynka, nadajmy jej imię Marysia, ok 5 lat.

Mama: „Marysiu, ubieraj się szybko, bo nie mam czasu”

Marysia: „Mamo, a chciałam Ci coś powiedzieć”.

Mama: „Dobrze, powiesz mi jak będziemy szły, pośpiesz się teraz bo nie mam czas, muszę coś zapłacić”.

Marysia: „Mama, a wiesz, że w przedszkolu…”

Mama, z irytacją w głosie i coraz głośniej: „Dziecko, nie mam czasu Cię słuchać, spieszę się bardzo, ubieraj się szybko”.

Marysia: „Ale, chciałam ci coś powiedzieć”.

Mama: „Bo nie będziesz mieć urodzin. Decyduj, czy chcesz urodziny czy nie. Jak chcesz to się szybko ubieraj”.

Marysia w płacz: „Chce urodziny, chce ci coś powiedzieć”.

Mama: „Jesteś niegrzeczna, ubieraj się szybko”.

Marysia z wielkim płaczem: „Chce ci tylko coś powiedzieć”.

Mama: „Bo Cię tutaj zostawię, jak się nie będziesz ubierać”.

Marysia płacząc: „Mamo, posłuchaj mnie, chcę Ci coś powiedzieć”.

Mama: „Nie mam czasu teraz ciebie słuchać, ubieraj się, bo wyjdę bez ciebie”.

Marysia płacze już na cały głos i w kółko powtarza: : „Mamo chce ci coś powiedzieć”.

Mama bardzo zdenerwowana: „Nie mam czasu ciebie słuchać, ubieraj się szybko, bo się spieszę…”

Mnie serce płakało z bólu słysząc tę dziewczynkę, a moja córka zaczęła przyglądać się tej sytuacji…

Aż mnie korci by pochylić się nad analizą tej rozmowy i błędami komunikacyjnymi, ale to chyba zbyt oczywiste…

Jak (nie) słuchać dzieci…

Tyle tu straszenia, grożenia, lekceważenia. A wystarczyło tak niewiele, pomagać w ubieraniu się i słuchać. Potakiwać, mówić umh, aha, itd. Takie zwyczajne, najzwyklejsze słuchanie i to spotkanie mogłoby prawdziwą radością dla mamy i dla dziecka. Wiem, że dziecko czeka całe z niecierpliwością na to spotkanie. Przecież nie widzi nas, rodziców przez 6, 8 a może i więcej godzin, z nagromadzonymi różnymi doświadczeniami całego dnia. Z kim ma się nimi podzielić jak nie z rodzicem? Jesteśmy dla dziecka pierwszym i najważniejszym powiernikiem jego obaw, przeżyć, emocji. I cieszmy się, że chce z nami rozmawiać, bo….

10 – 15 lat później, być może….

Mama: „Marysiu, co tam w szkole słychać?”

Marysia: „Nie mam teraz czasu, spieszę się do koleżanki”

Mama: „Ale chciałam z tobą porozmawiać…”

Marysia: „Nie teraz mamo, muszę jeszcze coś załatwić”.

Mama: „Chciałam ci coś powiedzieć”.

Marysia: „Powiesz mi jak wrócę, teraz nie mam czasu”.

Mama: „Ale chciałam Ci tylko coś powiedzieć”.

Marysia: „Albo przestaniesz marudzić i dasz mi się ubrać, albo pójdę bez czapki”.

Mama: „Marysiu, ale to dla mnie ważne”.

Marysia: „Spoko. Nie mam teraz czasu, mam ważniejsze rzeczy”.

Tak, jak słuchamy…

Tak, jak słuchamy nasze dzieci dzisiaj, tak one będą nas słuchać kiedyś. Nie marnujmy żadnej okazji, nawet najmniejszej, by wysłuchać swoje dziecko. W przedszkolu, w szkole, u dentysty, w poczekalni, sklepie, parkingu, placu zabaw. Jak się kąpie, sika, ubiera, sprząta, odrabia zadanie, kłóci z siostrą. Jak masz czas czy nawet jak się spieszysz. Nie ma większej umiejętności w komunikowaniu się z innymi jak umiejętność słuchania. Skupiamy się wtedy na dziecku, patrzymy mu w oczy, uśmiechamy się, mówimy krótkie, „aha”, „o”, mówimy do dziecka całym sobą, jesteś w tej chwili dla mnie najważniejszy, wszystkie sprawy tego świata (a jest ich miliony) nie mają teraz dla mnie znaczenia, bo cały jestem dla Ciebie. Jak ktoś nas słucha z uwagą czujemy się wtedy ważni, istotni, znaczący dla kogoś,  a to najbardziej buduje poczucie własnej wartości.

Dlaczego dzieci z nami nie rozmawiają? Nie dlatego, że nie chcą, że myślą o nas źle, że jako rodzice straciliśmy dla nich znaczenie. Moje dzieci nie chcą ze mną rozmawiać wtedy, kiedy przestaję je słuchać, kiedy w danym momencie moja uwaga idzie w inną stronę, kiedy coś innego staje się na tą, nawet krótką chwilę, ważniejsze od nich. Ja myślę, że dzieci bardzo chcą z nami rozmawiać, bardzo chcą być dla nas ważni, tylko to my, rodzice przestajemy je słuchać.

Słuchajmy nasze dzieci, słuchajmy z uwagą, jakby na te kilka minut, świat poza dzieckiem, przestał istnieć.