„Nie denerwuj mnie. Mówiłam Ci już tyle razy, że nie będziesz jeść na mrozie”.

Ja to słyszę, moje dzieci słyszą, młodsza siostra tej dziewczynki to słyszy. Dziecko przeżywa złość i wstyd i po co to wszystko?

Co dobrego z takiej komunikacji może być? Czy naprawdę nie możemy inaczej mówić do dzieci?

Czy nie można powiedzieć tego jakoś tak zwyczajnie, bez złości, usłyszeć, że to dziecko jest głodne, że nasza pełna złości i napięcia w głosie odpowiedź sprawy nie rozwiązuje, i że inni to słyszą, i tylko zawstydzamy nasze dziecko.

Jak mówić do dzieci?

Można powiedzieć np. „Słyszę, ze jesteś głodna i to chyba nawet bardzo. Słyszę też, że się złościsz. Nie chcę, żebyś jadła na mrozie, bo… Jak tylko wrócimy do domu to zrobimy coś fajnego do jedzenia. Na co masz ochotę?”

Albo jak mawiał Haim Ginot zamień żądania dziecka, choć trudno nazwać głód żądaniem, no ale niech będzie… w fantazje np.:

„Oj słyszę, że strasznie jesteś głodna, chyba jak wilk, nie jak dwa wilki, ja bym teraz zjadła wielkiego kotleta, och, nawet dwa kotlety, a Ty?”

Zapewne dziecko coś odpowie, załóżmy że wpadnie na pomysł by zjeść paczkę chipsów.

„Paczkę chipsów? Chipsy z kotletem? To całkiem nowatorskie i ciekawe połączenie, kotlet i chipsy, już to widzę na talerzu, chrupiący kotlet, do tego chipsy, paprykowe? Czy cebulkowe?

Jak znam dzieci, to być może już przestałyby słuchać i przejęły inicjatywę w dalszym fantazjowaniu…, gdyby jednak nie to możemy kontynuować:

„Och, a ja marzę o młodych ziemniaczkach z koperkiem, i do tego pyszne buraczki zasmażane, albo kapusta, a dla Ciebie marchewka?”

U mnie wygrałaby marchewka:)

„A do picia? Co byś wypiła? Soczek? Dobre połączenie! A jaki? Jabłuszkowy! Tak, jabłuszkowe są najlepsze”

Moje dzieci z pewnością stworzyłyby nowy smak…

„A na deser? Żelki? A już czuję, że mam taki wielki brzuch, że nawet najmniejszy żelek mi się nie zmieści. Ale kawkę do tego bym wypiła? A Ty? Zrobimy sobie kawkę? Tak, pyszna kawka z mleczną pianką. Dla Ciebie też?”

No to mamy plan na jedzenie:)

I pewnie połowa drogi do domu za nami.

Czas na realność

A w domu? Czas na realność, bo fantazje mamy już za sobą.

„Skarbie! Mięsa na kotlety nie mamy, możemy szybko zrobić, naleśniki z serem (lub czymkolwiek innym), racuchy z jabłkami, kanapka z …, albo płatki z mlekiem. Możemy jeszcze kasze jaglaną lub jęczmienną ugotować, albo możesz zrobić sałatkę owocową. Co wybierasz?”

… i zabieramy się do pracy.

Same zalety takiego rozwiązania:

  • Uruchamiają wyobraźnię dziecka i naszą przy okazji
  • Skupiamy się na problemie, a nie na zachowaniu dziecka
  • Nie ma ocen, osądów, a w zamian za to jest całkiem ciekawa rozmowa
  • Poznajemy dziecko – jego pomysły, fantazje, preferencje
  • Zachowujemy spokój, bo zamiast skupiać się na swoich emocjach wchodzimy w szczerą rozmowę, w budowanie kontaktu z dzieckiem i wsłuchanie się w jego emocje.

Tak, ale…

Może sobie teraz pomyślisz, że „no fajnie, ale jak mi się dziecko z takimi fantazjami uruchomi, to potem tych fantazji nie dam rady spełnić”. Też się tego bałam, mimo wszystko postanowiłam spróbować. Zachęciła mnie myśl, że „jeżeli dziecko domaga się czegoś czego nie może otrzymać, dorośli zwykle logicznie tłumaczą, że tego nie mają. Często im usilniej tłumaczą, tym dzieci mocniej protestują”. U mnie tak właśnie było. Dlatego metoda „zamień pragnienia dziecka w fantazje” na stałe weszła do mojego repertuaru radzenia sobie z żądaniami dzieci.

I dlatego pod nasz blok podjechała kiedyś cysterna z sokiem, tir z lizakami, ciężarówka z chipsami, złożyłyśmy restauracje z frytkami, i zbudowałyśmy ogromny sklep z zabawkami. Oczywiście wszystko w wyobraźni. Zawsze takie rozmowy kończyły się śmiechem, wygłupami, i prześcigałyśmy się w wymyślaniu coraz większych absurdów. I nigdy nie było kłopotu, żeby wylądować ostatecznie w realności.

U nas naprawdę to podejście działa i zdecydowanie je wybieram zamiast np. „Nie denerwuj mnie. Mówiłam Ci już tyle razy, że….”

Polecam!

Metodę można znaleźć w książce „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”, A. Faber, E. Mazlish.