Czego nauczyły mnie Święta Bożego Narodzenia?

Wigilia. Kasia stoi obok mnie i kroi cebulę. Nie dość, że jej nie idzie krojenie, to jeszcze łzy napływają jej do oczu. Wyjątkowo intensywna ta cebula, a i krojenie nie jest łatwe. Kasia po kilku minutach próby krojenia cebuli z determinacją stwierdza:

„Nie poddam się. Dam radę. No, nie poddam się. Dam radę”.

Oooo, myślę sobie. Jak fajnie, jak to miło usłyszeć takie podejście: „nie poddam się” zamiast „poddaję się”. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zaciekawiona jej reakcją pytam:

„Kasiu, a skąd się nauczyłaś tego, żeby się nie poddawać?” Byłam przekonana, że powie mi, że z jakiejś bajki, bo tam mnóstwo jest takich tekstów o nie poddawaniu się. Czekam z ciekawością na odpowiedź.

Zaskoczenie

„Mamo, od Ciebie się nauczyłam, żeby się nie poddawać” powiedziała Kasia.

„Ode mnie?” pytam zaskoczona, o mało mi ta cebula z rąk nie wypadła. Nigdy bym się nie spodziewała tego usłyszeć. Wręcz uważam, że właśnie często się poddaję. Tyle mam pomysłów i marzeń nie zrealizowanych… Zapalam się a potem rezygnuję. Jakże często się poddaję…

„Tak, od ciebie, mamo” potwierdza mi Kasia i patrzy na mnie swoim ciepłym wzrokiem.

„A co ja takiego zrobiłam, że się ode mnie tego nauczyłaś?”, byłam bardzo ciekawa.

„Bo ty mamo nigdy się nie poddajesz, bo zawsze jak coś zrobimy i cię nie słuchamy i się na nas denerwujesz, to nigdy się nie poddajesz, tylko zawsze przychodzisz z nami rozmawiać, i nas przytulasz, przepraszasz, nie zostawiasz nas”.

Zostawiłam cebulę, i nóż i patrzę zadziwiona na to moje dziecko, ona patrzy na mnie, chyba widzi moje zdziwienie, bo jeszcze raz mi powtarza:

„No, przecież Ty się nigdy nie poddajesz mamo. No co? Od Ciebie się tego nauczyłam”, wzruszyła ramionami i wróciła do krojenia cebuli.

No nigdy w życiu bym nie pomyślała, że na podstawie mojego zachowania związanego z radzeniem sobie ze swoja i ich złością, moje dziecko wysunie wniosek o nie poddawaniu się przy robieniu kompletniej innej rzeczy.

No co ma piernik do wiatraka?

A jednak. I to w dzieciach jest cudowne i niebezpieczne!

Cudowne, bo nigdy nie wiesz czego dobrego uczą się od Ciebie, nawet jak się tego nie spodziewasz. Nawet jak myślisz, że to zachowanie ich niczego nie uczy. Ja po dzisiejszej lekcji jestem przekonana, że każde moje zachowanie czegoś ich uczy. A już na pewno jak jest powtarzalne.

I jest to niebezpieczne jednocześnie, bo nigdy nie wiesz jakie wnioski, po Twoim zachowaniu wyciągną. Bo uczą się z każdego zachowania, a ja w relacji z moimi dziećmi popełniam mnóstwo błędów. Każdego dnia. Aż boję się pytać czego z tych moich niedobrych zachowań się nauczyły.

Dzieci uczą się przez modelowanie, przez naśladowanie nas, dorosłych, to jest oczywiste. Ale mniej oczywiste jest dla mnie przenoszenie zachowania z jednego obszaru na inny. To jest totalnie nieoczywiste i to jest totalnie fascynujące, bo nigdy nie wiemy co dziecko i gdzie przeniesie…

No bo gdzie tam „nie poddawanie się” w radzeniu sobie ze swoją złością i złością dzieci do „nie poddawania się” przy krojeniu cebuli…