Jak rozumieć zachowanie dziecka?

1 dzień: schodzimy z hotelu do samochodu „na skróty” – z górki, gdzie można spotkać: robaczki, mrówki, muchy, koniki polne, pszczółki, owady przeróżne, osy… Na sandałkach mojej młodszej córki (6 lat) są dwa kwiatuszki, które stały się główną motywacją do zakupu tychże właśnie sandałków.

Drugi dzień: ubieramy buty, idziemy do samochodu. Zosia ubiera pełne buty. Zdziwiona, bo na zewnątrz 30 stopni, mówię do niej: „słońce, ubierz sandały, bo jest bardzo gorąco”.

Zosia w płacz i krzyk: „Nie ubiorę tych butów!”  Jak rozumieć zachowanie dziecka?

Ale… o co chodzi?

Ja ze spokojem, nauczona już różnych niezrozumiałych dla mnie zachowań moich dzieci, zaczynam racjonalne rodzicielskie pouczanie: „Zosiu, ale na polu jest bardzo gorąco, jest 30 stopni, ugotujesz się w tych butach, na pewno ugotują się Twoje stopy. Ubierz sobie sandałki”.

Zosia, w jeszcze większy płacz i krzyk: „Nie, nie ugotuje się, nie ubiorę tych butów, bo mają kwiatki”

Aha, myślę sobie, przestały jej się buty i kwiatki na butach podobać. No to przystępuję do kolejnej racjonalnej argumentacji: „Zosiu, a pamiętasz jak kupowałyśmy te buty? Te kwiatki właśnie Ci się najbardziej podobały! Popatrz, jakie one ładne, mają pąki jak róże i zielone listki dookoła. Czemu już Ci się nie podobają?”

Zosia, nie przyjmując mojej argumentacji, trwa w swoim postanowieniu: „Nie, nie ubiorę tych butów! Popatrz, tu mają kwiatki!”

I nadal próbuję przekonać moje dziecko spokojem i racjonalnością: „No tak, Zosiu, no przepiękne te kwiatki, nie rozumiem czemu nie chcesz ubrać tych butów”.

W krzyku Zosi słyszę: „Nie ubiorę tych butów, bo osy mnie zjedzą, bo one mają kwiatki!”

Jak rozumieć zachowanie dziecka? Emocjonalność a racjonalność

No tak! Cóż za logiczny wniosek! Jaka w tym racjonalność! Przestałam tłumaczyć, że to sztuczne kwiatki na sandałach, że osy jej nie zjedzą, bo jest za duża, dziecku przecież wystarczy, że jedna ją ugryzie…

Zamiast wysuwać kolejne racjonalne argumenty, zrozumiałam lęk dziecka o swoje bezpieczeństwo, zdrowie, ba, nawet życie…

Zrozumiałam, że żadne moje racjonalne argumenty, w tej sytuacji, nie spotkają się z jej emocjonalną potrzebą: potrzebą bycia bezpiecznym, czyli nie zjedzonym przez osy. To nic, że osy mogły ją ugryźć w rękę, w brzuch, bo miała sukienkę w kwiatki…

Zadałam sobie pytanie: co jest ważniejsze? poczucie bezpieczeństwa mojego dziecka, przyjęcie  jej rozwiązania, które zaspokaja jedną z podstawowych potrzeb, czy trwanie przy swoim?

Rozwiązanie

Widząc prawdziwy lęk Zosi, opatrzony płaczem, sprzeciwem, krzykiem, uznałam jej potrzebę. `

Zosia znalazła dla siebie rozwiązanie i ochronę. A ja nie musiałam wysilać się na racjonalne argumenty. Po prostu zrozumiałam jej potrzebę i zaakceptowałam rozwiązanie – jej rozwiązanie. Być może, mogłybyśmy poszukać lepszego rozwiązania, być może… Byłyśmy na wakacjach, również na wakacjach od szukania najlepszych rozwiązań, w końcu takie wakacje też są potrzebne.

Dzień 3 i kolejne: Zosia ubiera pełne buty. Płacz ustał, a stopy się nie ugotowały. I co najważniejsze, osy jej nie zjadły!

„Do nawiązania kontaktu z dziećmi nie potrzebujemy wiedzy teoretycznej, ale umiejętności patrzenia na życie z ich perspektywy” (za: Dialog zamiast kar, 2013r).