Dlaczego porównywanie dzieci jest złe?

Mam 13, może 14 lat. Mam przyjaciółkę. Chodzimy do jednej klasy. Po szkole często ze sobą przebywamy. Z różnymi doświadczeniami. Różnimy się bardzo. Jedno mamy podobne – trudne domy, choć każda z kompletnie inną historią – własną i rodzinną. Moja ścieżka, mój sposób zabiegania o miłość, akceptację, uwagę to bycie „grzecznym dzieckiem”. Bardzo dobrze się uczę, jestem wzorową uczennicą. Współpracuje z mamą, opiekuje się młodszym bratem, pomagam w domu, sprzątam, robię zakupy, w zasadzie nie sprawiam większych kłopotów. To moja historia w wielkim skrócie. Historia mojej przyjaciółki nieco inna. Źle się uczy, nie pomaga mamie, żąda, wymaga, buntuje się, kłóci. Też zabiega o akceptację, uwagę, miłość…

Stoimy w przedpokoju, umawiamy się na jutro do szkoły. Jej mama z moją mamą piją kawę w kuchni. Przychodzi jej mama i pyta:

– Odrobiłaś zadanie?

– Jeszcze nie – odpowiada przyjaciółka

– To idź do domu! Odrób zadanie! Nic się nie uczysz! Znowu dostaniesz dwóje! Ewa (czyli ja) na pewno już odrobiła zadanie – mówi podniesionym głosem.

Przyjaciółka zaczyna się bronić i atakować swoją mamę. Ze spokojnej (naszej) rozmowy w przedpokoju robi się nieprzyjemnie. Awantura wisi w powietrzu.

Mama przyjaciółki, coraz bardziej zdenerwowana, na zarzuty córki robi coś, co mnie wprawia w osłupienie:

– Dlaczego nie jesteś taka jak Ewa?! Dlaczego się tak dobrze nie uczysz?! Ona nie sprawia problemów, a z tobą są same kłopoty! Pomaga w domu, a ty masz wszystko, co chcesz i tak się nie chcesz uczyć!

Przyjaciółka nie wytrzymała i wykrzyczała swojej matce prosto w twarz:

– To weź sobie tę Ewę jak jest taka wspaniała! Weź ją sobie!

Do dzisiaj ten krzyk brzmi mi w uszach. Ile tam było bólu, żalu, rozgoryczenia…

Przyjaciółka trzasnęła drzwiami.

Dzisiaj, z perspektywy czasu, myślę, że w ten sposób mama chciała zmobilizować moją przyjaciółkę do innego działania, do pracy, do wysiłku, do bycia kimś innym, lepszym. Niestety, metoda nie zadziała. Zamiast mobilizacji do zmiany dostałyśmy zupełnie coś innego. Dostałyśmy obie. Bo ja jako wzór do naśladowania, też coś przy okazji dostałam.

Co dostałyśmy przez porównywanie?

Moja przyjaciółka:

  • odrzucenie (pewnie po raz kolejny)
  • brak akceptacji, bo „Ewa jest lepsza”
  • nie zauważenie jej jako osoby, kogoś ważnego, innego, a tylko jej „złych” zachowań
  • ocena i krytyka
  • zrzucenie odpowiedzialności na dziecko „coś z Tobą jest nie tak, bo…”, zamiast skupienie się na swoich błędach rodzicielskich
  • potwierdzenie, że rozczarowuje swoją mamę
  • i wiele innych….

 

Ja, jako „wzór do naśladowania”:

  • pogorszenie relacji z moją przyjaciółką
  • złość mojej przyjaciółki na mnie
  • nie zauważenie mnie jako mnie, stałam się punktem odniesienia, jakimś obiektem do porównań
  • użycie jako narzędzia do zmobilizowania kogoś
  • użycia jako sposobu na poradzenie sobie z własną niekompetencją rodzicielską
  • niechęć i złość do mamy mojej przyjaciółki
  • ból, bo widziałam jak cierpi moja przyjaciółka
  • rozczarowanie zachowaniem innego rodzica

Porównywanie to zła ścieżka do Twojego dziecka…

Dlatego, jeśli możesz nie porównuj dzieci. Każde ma swój rytm działania, swój sposób zabiegania o Twoją miłość i akceptację, o Twoją uwagę i bycie kimś wyjątkowym dla Ciebie. Każde ma swój sposób wyrażania siebie, pokazywania Ci jaki potrafi być niezwykły: czasem wymagający od Ciebie a czasem Ci oddany, czasem szorstki, a czasem czuły, czasem w szukaniu odrębności a czasem w byciu blisko. Szukaj jak dotrzeć do swojego dziecka, bez porównywania, każdy ma swoją ścieżkę.

Rodzi się pytanie jak Ty uczysz się ścieżek, które prowadzą Cię do Twoich dzieci?

A jeśli  uciekasz się do porównań dzieci, to znaczy, że jeszcze nie znalazłeś tej właściwej ścieżki, jedynej,  która prowadzi tylko do Twojego dziecka…