Wiem, że porównywanie dzieci jest złe, pomyślałam jednak, że może jak tak delikatnie pokażę mojej córce dobre zachowanie u koleżanki, to może coś zrozumie, zmieni…

Do Kasi przyszła koleżanka – Basia, 8 lat. Czas zabawy minął szybko. To, co zadziwiło mnie najbardziej zdarzyło się po zabawie, w zasadzie to przy drzwiach wyjściowych. Tata Basi – wychodząc ze swojego domu zadzwonił z prośbą:

– Powiedz Basi, że idę po nią, i żeby zaczęła się ubierać. Będę za 5 minut.

Przekazuje więc wiadomość Basi pełna ciekawości jak Basia zareaguje.

Ciekawość moja brała się z tego, że jak ja lub mąż idziemy po nasze dzieci do jakiejś koleżanki, to zazwyczaj nie chcą ubierać się i wyjść. Przeważnie trwają negocjacje, żeby zostać jeszcze 15-10-5 minut. Wychodzenie zawsze kończy się smutkiem i niezadowoleniem, a nieraz i płaczem.

Mając w pamięci swoje doświadczenia z ogromną ciekawością patrzyłam na Basię, jak kończy zabawę i spokojnie się ubiera. Była gotowa zanim przyszedł tata. A ja byłam pod ogromnym wrażeniem tej sytuacji.

I pomyślałam sobie, że jednak coś przegapiłam w swoim wychowaniu dzieci, uczeniu ich samodzielności i dyscypliny, choćby w wychodzeniu od znajomych…

 

Porównywanie dzieci

Wiem, że nie powinno się porównywać dzieci ze sobą, że to jest złe, nic dobrego ze sobą nie niesie. Cały czas mam w pamięci jak do mnie porównywano innych i jakie to jest okropne uczucie. I do tej pory nie porównywałam dzieci. Ale tym razem, niestety, nie powstrzymałam się przed wypowiedzeniem kilku niepotrzebnych zupełnie zdań. Chciałam żeby zabrzmiały mobilizująco, motywująco, ale efekt jaki osiągnęłam był…

 – Kasiu, popatrz jak Basia się ubiera – mówię do mojej córki. Nie trzeba jej powtarzać, prosić kilka razy. Tata zadzwonił i Basia od razu się ubiera – nie sprzeciwia się, nie płacze, nie dyskutuje. Wie, że musi się ubrać i robi to sprawnie i samodzielnie. Jest nawet gotowa do wyjścia zanim przyszedł tata.

Pomyślałam, że jak pokażę zachowanie Basi, zwrócę uwagę mojej córki tylko na te pożądane zachowania, to może coś zauważy, zrozumie. Przecież nie porównuję, że któraś jest lepsza albo gorsza, pokazuje tyko na jakich zachowaniach mi zależy. Tak to sobie tłumaczyłam.

 

A dziecko na to…

Niestety, albo stety, dziecko doskonale czyta pomiędzy wierszami, złapie intencję, wyczuje nasze zamiary. I moja Kasia złapała moją aż za dobrze. Na szczęście umie i ma odwagę powiedzieć mi, co myśli i co zrozumiała:

– Mamo, mówi do mnie Kasia, to będziesz musiała mnie sobie zamienić na Basię, bo ja się tak nie ubieram. I nie będę taka jak Basia, bo jestem Kasia.

No to mnie zamurowało! Bo to szczera prawda! Ona jest Kasia i nigdy nie będzie Basią. Nie wiedziałam, że mając 7 lat można już to rozumieć. Teraz już wiem. I ten komentarz, że będę musiała ją zamienić. Moją intencją było zmobilizowanie dziecka, pokazanie mu innego „lepszego” zachowania. Pokazanie moich oczekiwań na konkretnym przykładzie. Ale to, co odczytało moje dziecko przerosło moje wyobrażenie. Zabrzmiało to dla mnie jak: jeśli nie spełniam Twoich oczekiwań, a jest ktoś, kto je spełnia, to zamień mnie na tego kogoś. Taki to jest właśnie efekt porównywanie dzieci ze sobą.

 

Efekty

– Nie chce Cię Kasiu z nikim zamieniać. Po prostu chciałabym, abyś ubierała się sprawnie i szybko,  jak Cię o to proszę, bez płaczu i dyskutowania. Ale za nic w świecie Cię nie zamienię, nawet jak nie będziesz się sprawnie ubierać.

I zamiast mobilizowania dziecka przyszło mi odkręcać całą sytuację. A takie miałam dobre zamiary, miało być delikatnie i dyskretnie, z troską i miłością, w słusznej sprawie, żeby lepiej nam wszystkim wychodziło się od znajomych, ale intuicja i mądrość dzieci zaskakuje mnie na każdym kroku.

Efekt porównywania dzieci jest dla mnie dosyć zaskakujący: zamiast zmiany zachowania dziecka na to, co bym chciała, mobilizuje mnie teraz do szukania innych sposobów uczenia moich dzieci umiejętności, na których mi zależy. Bo przez porównywanie dzieci ze sobą niczego nie osiągnę. No może tylko tyle, że dziecko wyrośnie w przekonaniu, że coś z nim jest nie tak i że mama chyba chce go zamienić na kogoś innego. Ale czy ja takie przekonanie chcę budować w moim dziecku?