Dlaczego złościmy się na dzieci?

To kontynuacja poprzedniego wpisu: Jedyna rzecz, której dziecku nigdy nie odmawiam…

Co zrobić by  być gotowym na prawdziwy, szczery, autentyczny kontakt fizyczny z dzieckiem, gdy w Tobie rozgościła się złość?

 

Czyja jest ta złość?

Zawsze jest przez coś. Zawsze jest winny ktoś, albo coś. Rzecz, osoba, sytuacja, dziecko… Rzadko źródła złości upatrujemy w sobie. Często słyszę: „to przez nią, to przez niego, to ona się tak zachowała, to ona mnie do tego sprowokowała, no inaczej się nie mogłam zachować, sam się o to prosił”. Tak, to prawda, czasem inni, dzieci, bliscy zachowują się w jakiś określony sposób, być może chcąc nas do czegoś, do jakiegoś zachowania sprowokować, najczęściej sami chcąc coś tym zachowaniem uzyskać dla siebie…, bo każde zachowanie każdego z nas jest po coś. Coś swoim zachowaniem chcemy dla siebie uzyskać!

Ale złość, zresztą jak każda inne emocja rodzi się w nas, czasem może być odpowiedzią na zachowanie innych, czasem na nasze wspomnienie, ale to zawsze jest emocja, którą my, nie nikt inny, powołuje do życia. Skoro ja powołuje ją do życia, i jako emocja rozgrywa się we mnie, w moich myślach i w moim ciele, to znaczy, że również ja mogę nią pozarządzać: zrozumieć ją, jej przebieg, funkcje i to jak ją wykorzystać. Skoro ta złość jest moja, to ja mogę zadecydować co z nią zrobić!

 

Dlaczego złościmy się na dzieci?

  1. Złościmy się na dzieci, bo one się złoszczą. Złość rodzi złość. Gdy moje dziecko się złości, i trwa to dla mnie za długo, to ta złość mi się udziela, też zaczynam się złościć. I jak tylko wyczuwam, w ciele, w myślach, że ta złość do mnie puka coraz mocniej, zadaje sobie pytanie: „Co ja myślę o tej sytuacji?”, „Jakie nadaje jej znaczenie?”, „Jaką moją wartość narusza złość i zachowanie mojego dziecka, jego sprzeciw?”, „Jaką moją granicę dziecko nieświadomie przekracza?”
  2. Złościmy się, bo nas nie słuchają, nie robią tego, o co ich prosimy, bo zachowują się nie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Złościmy się, bo nie są wystarczająco mądre, samodzielne, ogarnięte, zdyscyplinowane, odpowiedzialne, zaradne, bystre, sprytne itd. Po prostu nie są takie, jakie pragniemy, żeby były.

 

Rola naszych myśli….

Złościmy się więc na dzieci głównie przez to, że nie zachowują się tak, jak tego od nich oczekujemy, a to rodzi w nas konkretne myśli np.:

  1. „Zjadłaś cukierka, a prosiłam, żebyś go teraz nie jadła”.

           Które z tych myśli mogą wywołać w Tobie złość?

  • „Co za krnąbrne, nieposłuszne dziecko. Nie umie się powstrzymać. Już ja ją nauczę dyscypliny”.
  • „Hm, jest głodna, albo po prostu tak uwielbia te cukierki, że żadna siła ją nie powstrzyma”
  1. „Już 5 minut temu prosiłam, żebyś się ubrała, a Ty dalej w piżamie”.

           Które z tych myśli mogą wywołać w Tobie złość?

  • „Ale niesamodzielna, nawet ubrać się nie potrafi. Co za ślamazara”.
  • „Ciekawe czemu jeszcze się nie ubrała? Nie potrafi? Nie usłyszała? Bawi się? Jak inaczej powinnam z nią ustalać jej ubieranie się?”
  1. „Prosiłam, żebyś nie brała mojego telefonu”.

           Które z tych myśli mogą wywołać w Tobie złość?

  • „Co za złośliwe dziecko. Nie można jej ufać. Na nic nie można się z nią umówić, niczego nie jest w stanie uszanować”.
  • „Chyba ciekawość jest silniejsza od naszych ustaleń. Jak inaczej mogę wzmacniać w moim dziecku samodyscyplinę i samokontrolę?”

Które z tych myśli poprowadziłyby Ciebie do złości, a które nie? Przy których jest większa szansa, że uruchomisz w sobie negatywne odczucia?, a stąd już bardzo blisko do mało konstruktywnych zachowań. A które z tych myśli ukierunkują Twoją uwagę na inne emocje, inne działania?

Nasze myśli mogą stanowić podwaliny do uruchomienia w nas złości do dziecka!

 

Jak zrozumieć swoją złość?

Ja jestem wyczulona np. na wszelkie przejawy braku szacunku wobec mnie, bo to jest dla mnie ogromna wartość: np. jak ja coś mówię, a córka zatyka sobie uszy, albo mówi: „zostaw mnie w spokoju”, „cicho już bądź”, „przestań”, zamyka drzwi do pokoju. I kiedyś dotarło do mnie, że to ja sobie nazwałam, tak zinterpretowałam, że to jest brak szacunku, a tak naprawdę moja córka broni swoich granic, broni swojej wartości: autonomii, którą najwyraźniej naruszam. I w ten sposób dba o siebie, żeby w niej nie narastała złość. I odkąd dotarło do mnie, że to moja nadinterpretacja, że to moja myśl, która towarzyszy tej sytuacji, że to nie jest obiektywna rzeczywistość, ale moje przekonanie o jej braku szacunku do mnie, to inaczej zaczęłam patrzeć na tą sytuację.

Sytuacja może wyglądać tak:

  1. Sytuacja: Dziecko zatyka uszy i mówi: „Przestań do mnie mówić”.
  2. Myśl:        Ja myślę: „nie szanuje mnie”, a szacunek to dla mnie bardzo ważna wartość, więc zaczynam się…
  3. Emocje:  Złościć, a ponieważ każda emocja potrzebuje ekspresji, to prowadzi ona do konkretnego działania,  konkretnych zachowań i ….
  4. Zachowanie: Podnoszę głos, krzyczę, ona też krzyczy, i ja krzyczę i itd.

Kiedy zamieniam moją myśl: „nie szanuje mnie” na: „czego moje dziecko potrzebuje?”, „jak się czuje, co chce uzyskać?”, „co w sobie chroni?”, „jak inaczej mogę myśleć o jej zachowaniu?”

To sytuacja może wyglądać tak:

  1. Sytuacja: Dziecko zatyka uszy i mówi: „Przestań do mnie mówić”.
  2. Myśl:        Ja myślę: „coś ją bardzo dotknęło, tak mocno, że zaczyna się bronić, chronić, coś złego musiałam powiedzieć lub zrobić, poszłam o krok za daleko, że traci gotowość do dalszej rozmowy ze mną”, moje dziecko ma prawo do ochrony siebie, to nawet pożądana kompetencja, więc…
  3. Emocje:    Czuję spokój, i chce pomóc jej wyjść z tej złości, potrzebuje zatem zmienić swoje zachowanie i np.:
  4. Zachowanie: Mówię, „Widzę dziecko, że się zezłościłaś na mnie, już nie będę mówić, jak będziesz chciała pogadać ze mną, to ja czekam na ciebie”.

Jak tylko uświadamiam sobie, czy też czuję w ciele, że zbliża się złość, to zadaje sobie pytanie: „Co ja myślę o tej sytuacji”?, „Co ja myślę o zachowaniu mojego dziecka?” Przekierowuję tę uwagę na potrzeby dziecka: „Jak ono się czuje?”, „Czego potrzebuje?”, „Jak moje zachowanie zrywa z nim relacje?”,  „Czego w związku z tym się boi?”.

 

Złość i przytulenie – jak to pogodzić?

Im bardziej dziecko się złości, tym bardziej mnie potrzebuje – mojego spokoju, miłości, potwierdzenia, że nie zrywam kontaktu z nim i wciąż bardzo je kocham.

Dlatego zawsze z tyłu głowy mam myśl, że dziecko w tej sytuacji czuje się o milion razy gorzej niż ja, bardziej zezłoszczone, bardziej upokorzone, bezbronne, całkowicie zależne od mnie, z ogromnym deficytem miłości i bliskości, w lęku, że zostanie odrzucone, a więź została naruszona, że jest na przegranej pozycji, bo ja jestem większa i silniejsza, i mam władzę i moc której ono nie ma. Mam władzę odebrać mu miłość, której ono potrzebuje najbardziej.

Dzisiaj, kiedy moje dziecko się złości już wiem, że wrogiem nie jestem ja, ale moja przewaga, siła, autorytet, doświadczenie życiowe, ograniczenia jakie stawiam, i miłość, której dziecko potrzebuje. A to zmienia moje myślenie o tej sytuacji.

W tym wszystkim, kiedy próbuje popatrzeć na tę sytuację z perspektywy dziecka dociera do mnie, że ono jest w tysiąc razy gorszej sytuacji niż ja. I moja złość w porównaniu do jego złości i jego lęku przed odrzuceniem jest jak… jest nie do porównania, to wówczas, ta moja złość gdzieś uchodzi, ulatnia się. Często w takich sytuacjach zadaje sobie pytanie: „Dziecko moje kochane, jak mogę Ci pomóc? Jak obie możemy sobie pomóc?” i wówczas gotowość do szczerego, autentycznego przytulenia się po prostu przychodzi sama, staje się naturalną potrzebą dla nas obu.