Dlaczego dzieci nie chcą sprzątać?

Pewnego wieczoru, tuż przed pójściem spać słyszę wielki płacz mojej młodszej córki. Biegnę do pokoju, a tam na łóżku, siedzi Zosia i wydaje z siebie ogromny jęk zawodu:

 „O Boże, kto zniszczył mój bałagan!?”

 Pamiętam swoje zadziwienie: „jak to zniszczył? to bałagan można zniszczyć?”

Ja oczekiwałam wdzięczności typu: „dziękuję mamo, że posprzątałaś moje zabawki”, a tutaj wrzask przeogromny….

I na cały tamten wieczór i kilka następnych dni zostały ze mną jej słowa: „O, Boże, kto zniszczył mój bałagan?”

Zostały i pracowały w mojej głowie i w sercu, bo dokonałam dla siebie wielkiego odkrycia, a w zasadzie to kilku:

„O, Boże…

To jęk zawodu. Zosia, naprawdę to ogromnie przeżyła, nie oddam tutaj, w tym tekście, jej tonu głosu, siły wrzasku, głębokości rozpaczy, i tęsknoty za utratą „bałaganu”. Było to tak przejmujące, że poruszyło moje serce. I był to zdecydowanie płacz po stracie czegoś ważnego. Może zatem dzieci nie chcą sprzątać, bo „bałagan” to strata czegoś dla nich ważnego?

 

„Kto…”

Gdzie jest winowajca jej rozpaczy? (to oczywiście byłam ja, nieświadoma, że coś niszczę, że bałagan w ogóle można zniszczyć…). Jaki śmiałek dokonał takiego zniszczenia? Na kim mogę teraz wyładować swoją złość? Kto za ten niecny czyn odpowie i jaką karę mu wymierzyć? Jak mogę dociec, kto za tym stoi, na kogo zrzucić odpowiedzialność? Kto będzie naprawiał błędy i kto tutaj jest winien? Ponieważ byłam to ja, to mi się upiekło, pomogła mi w tym szczera skrucha, przeprosiny, i prawdziwa niewiedza, że to był „jej bałagan”.

 

„Zniszczył…”

To ciekawa perspektywa dziecka, nie posprzątał, bo to jest perspektywa dorosłego, tylko zniszczył. W świecie dziecka dorosły niszczy jego dzieło, nawet jak jest to bałagan. To może dlatego dzieci niechętnie nam pomagają w sprzątaniu ich nieporządków? Może dlatego dzieci nie chcą sprzątać? Bo my niszczymy, podczas gdy one tworzą. Bo zabieramy, podczas gdy oni uwalniają swoje wizje. Bo ograniczamy, podczas gdy one, mnożą swoje pomysły. Bo decydujemy, podczas, gdy one potrzebują decydować o swoim bałaganie. I coś co uderzyło mnie najbardziej, że bałagan można zniszczyć! Jeśli myślę, o tym, że dziecko tak to postrzega, że „bałagan można zniszczyć” to od tego dnia nie dziwię się, że nie chcą sprzątać. Też bym nie sprzątała, jak postrzegałabym działania drugiej osoby jako niszczenie czegoś mojego i ważnego.

Może zatem dzieci nie chcą sprzątać, bo mają poczucie, że niszczą coś, co stworzyły?

„Mój…”

Odkryłam, że ten bałagan miał swojego właściciela, który w tej sytuacji został ogromnie zraniony. Że ten bałagan był czyjś, do kogoś należał, jak rzecz, ulubiony misiek, zabawka, gra. Ktoś ten bałagan zrobił, więc się przy tym natrudził, wsadził w to jakiś wysiłek, czegoś dokonał. Robienie bałaganu jest przecież pracą, i ją zniszczyłam, a niszczenie to brak uznania dla twórcy dzieła. „Mój” oznacza też ogromną identyfikację, oznacza przynależność, bycie w związku, w relacji do czegoś. I nagle zostało to zniszczone, ktoś zerwał relację, zabrał związek, z czym mam się więc identyfikować? To w świecie dziecka naprawdę musi być wielka strata.

Może zatem dzieci nie chcą sprzątać, bo jak można niszczyć coś, co samemu się stworzyło, co jest moje?

 

„Bałagan…”

Odkryłam, że dla mojej córki, to nie był zwykły bałagan, jakim był dla mnie. To było „coś”  – coś jej, jej dzieło, jej twór, który miał swoją nazwę, swoją historię, swój obraz, kształt, strukturę, wygląd. To było coś, to było jej, nazwane, określone. Ten „bałagan” miał do czegoś służyć, do czegoś został stworzony, miał jakiś swój cel, był tam jakiś zamysł. Przez swoje kilka minut lub godzin lub dni istnienia miał spełniać jakąś ważną funkcję, o której oczywiście wie tylko jego twórca… Dla nas dorosłych, bałagan to jest zaburzenie porządku, poczucia estetyki, niebezpieczeństwo, być może oznaka lenistwa naszych dzieci, nieposłuszeństwa, naszej porażki rodzicielskiej, a dla nich? To wyraz ich kreatywności, wizja ich myśli, obrazów, które powstają w głowie, to pęd do tworzenia, do odkrywania. To rzeczy, które powstają, i mają swoje życie, o których mogą decydować, rozwijać i zmieniać.  Mówi się, że zabawa to praca dziecka, a zatem bałagan to jego efekt. Czasem jak pracuję, potrafię zrobić wokół siebie niezły bałagan. Czasem szkoda mi go sprzątać, bo pokazuje ścieżki moich myśli, odkrycia po drodze, i ciężko mi się z tym rozstać.

Może zatem dzieci nie chcą sprzątać, bo to jest efekt ich pracy, twórczej, nieuporządkowanej, chaotycznej, ale jednak pracy? Bo kto z nas dorosłych lubi, jak niszczy mu się to, co wypracował?

Ten pełen rozpaczy jęk mojej córki: „O Boże, kto zniszczył mój bałagan?” pozwolił mi inaczej spojrzeć na „bałagan”. Patrząc na to w ten sposób rozumiem opór dzieci przed sprzątaniem.

I co dalej?

Może właśnie dlatego nie chcą sprzątać, że zupełnie inaczej widzą „swój bałagan”, niż my dorośli go widzimy…. Może właśnie dlatego nie chcą sprzątać, bo nadchodzi ktoś, kto „niszczy ich bałagan”?

Takie spojrzenie, przyjęcie tej dziecięcej perspektywy nie sprawia, że moje dzieci sprzątają wszystko, od razu, z radością, ale pomaga mi zachować spokój, a on jest przecież podstawą do szukania nowych, konstruktywnych i adekwatnych rozwiązań. Ta perspektywa mi zrozumieć potrzeby moich dzieci, moje potrzeby, i ze spokojem i zrozumieniem szukać takich odpowiedz, które dla wszystkich domowników będą do przyjęcia.

A kiedy nie chcą uporać się z „bałaganem”, który stworzyły, dociekam, jak bardzo on jest dla nich ważny, i kiedy są gotowe się z nim pożegnać, by zrobić miejsce na nowy bałagan, który powstanie zapewne jutro, za godzinę lub za 5 minut. Bo to, że powstanie nowy – inny, lepszy, twórczy jest pewne jak to, że musimy płacić podatki…

I każdego dnia, przy każdym bałaganie, zadaje sobie pytanie jak pogodzić moją potrzebę porządku, estetyki i bezpieczeństwa pośród klocków i zabawek z ich potrzebą zabawy, kreatywności, odkrywania, stanowienia o swoim kawałku przestrzeni…