Pewien chłopiec został zapytany przez dorosłą osobę: „wyobraź sobie, że wszyscy ludzie o ciemnym/czarnym kolorze skóry są źli – mają złe serca i złe zamiary. Zaś wszyscy ludzie o jasnym/białym kolorze skóry są dobrzy – mają dobre serca i dobre zamiary. To jaki Ty byś był?” – padło pytanie.

„Byłbym w paski” – odpowiada chłopiec.

Słuchałam z niedowierzaniem. Jaka mądrość kryje się w dzieciach, przenikliwość, autentyczność i bardzo realna ocena. No i to niestandardowe myślenie. Ja, na taką odpowiedź, już, jako „stara baba” bym nie wpadła.

Usłyszałam tę ciekawą historyjkę podczas homilii i postanowiłam ją przetestować na mojej starszej córce Kasi. Nie słyszała tej opowieści, a ja byłam bardzo ciekawa jej odpowiedzi.

Historyjka w moim domu

Idąc gdzieś na spacer, pytam ją: „Kasiu, gdyby wszyscy ludzie o ciemnym/czarnym kolorze skóry byli źli, a ludzie o jasnym/białym kolorze skórze byli dobrzy, to Ty jaka byś była?” I czekam z ogromną niecierpliwością i ciekawością, co mi odpowie.

Kasia myśli, zastanawia się i mówi: „byłabym biała, bo miłość zawsze wygrywa”.

Ależ to pięknie powiedziała, byłam z niej taka dumna, a jednocześnie trochę zaniepokojona, że tylko taka dobrą stronę w sobie widzi. Pomyślałam w ułamku sekundy, że chyba jakiś narcyz rośnie w moim domu. A tymczasem Kasia, namyśliwszy się, mówi dalej: „i byłabym troszkę czarna, bo lubię złośliwości”.

A mnie zatkało. Nie dość, że widzi swoją ciemną stronę, że potrafi się do niej przyznać, to jeszcze dość precyzyjnie, jak na 6-latka potrafi uzasadnić dlaczego: „bo lubię złośliwości”.

Dlaczego dzieci lubią złośliwości?

I tak mnie zastanowiło mocno to jej ostatnie zdanie: „bo lubię złośliwości”. Nie, że robię, że mi się zdarzy, że to coś, co jest poza mną, ale że „lubię”. Lubię, oznacza dla mnie: będę to nadal robić, no bo jak przestać robić to, co się lubi? Pomimo, że nie jest to dobre dla innych, w konsekwencji dla mnie również.

I zaczęłam zadawać sobie pytanie: dlaczego dzieci lubią złośliwości? Co takiego w tym jest, że to lubią, że znienacka jedna siostra kopnie drugą, że ją popchnie, opluje, zabierze zabawkę, rzuci jej rysunkiem, powie „głupia”, wepchnie się pierwsza z rowerem do windy, do ubikacji, do wanny, ukradnie czekoladkę, żelka…

Co w tym jest, że moja córka to lubi? Że pewnie lubią to też inne dzieci?

Kiedyś pisałam tekst „dlaczego dzieci źle się zachowują?” Dziś chciałabym trochę inaczej spojrzeć na to zagadnienie: dlaczego dzieci lubią złośliwości, bo to może być także jednym z powodów tego ich złego zachowania.

 

Co na to Analiza Transakcyjna?

Kiedy próbuje odpowiedzieć na to pytanie przychodzi mi do głowy Analiza Transakcyjna z koncepcją potrzeb psychologicznych i drugą, strukturalizacji czasu. Eric Berne, twórca Analizy Transakcyjnej, opisał kilka potrzeb psychologicznych. Nazwał je głodami, ponieważ ich zaspokojenie jest tak ważne dla zachowania zdrowia psychicznego jak potrzeby fizjologiczne i biologiczne dla zachowania zdrowia fizycznego.

Te 3 potrzeby psychologiczne to:

  • Stymulacja,
  • Struktura i
  • Rozpoznanie.

Każdy z nas, a dzieci chyba najbardziej, potrzebuje tej stymulacji, bodźców, jakiejś akcji, żeby coś się działo, przecież nie może być nudno!  I tak sobie myślę, że stąd m.in. biorą się złośliwości. Właśnie, żeby coś się działo, żeby było ciekawie, nawet, jak ktoś się zdenerwuje, nakrzyczy, wkurzy. Poza tym dzieci działają przecież spontanicznie, dopiero później przychodzi refleksja, że siostra się rozpłacze, a mama nakrzyczy, jak popchnę, kopnę czy zniszczę rysunek.

 

Po co dzieciom złośliwości?

Te bodźce dają energię do działania, są jak paliwo do silnika, żeby pracował mocniej, szybciej, z większa ilością wrażeń i dobrych i tych złych. I tak jakoś dobrze do tego wpisują mi się „złośliwości” – jakich one dostarczają wrażeń? Jaka nieraz jest akcja – płacz, śmiech, wrzask, opad rąk, wezwanie do przedszkola, poważna rozmowa. To nic, że to później dziecku przynosi często przykre konsekwencje, ale w momencie dziania się widać takie bodźce, taki rodzaj stymulacji właśnie był potrzebny. A ta „złośliwość” była jedyną dostępną opcją dla dziecka, jedyną możliwą na tu i teraz, żeby tych bodźców sobie dostarczyć.

I, pewnie tak jak i Wam, nie podoba mi się, że moje dziecko te „złośliwości” stosuje, ale rozumiem, że to naturalny mechanizm, że taka jest droga rozwoju. Uczę, już „po złośliwości”, jak inaczej można znaleźć to, czego dziecko potrzebuje, jak może to rozpoznać, i jakie możliwości odkryć. Bo nie chce by te „złośliwości”, kiedyś przerodziły się w manipulacje, perfidię, wyrachowanie.

Ale wiem, że nie spowoduje że przestaną istnieć, nie wyeliminuje potrzeby stymulacji i bodźców, one będą, i w sumie dobrze, że są. Ja tę energię mogę przekierować na inne tory – tory szukania możliwość, rozwiązań, by za każdym razem „złośliwość” była mniejsza, a inne rozwiązania bardziej dostępne. Bo przecież, jak mawia moja córcia: „…miłość zawsze wygrywa”.

Złośliwości mają jeszcze silny związek z potrzebą rozpoznania, ale o tym innym razem…