Robimy zakupy w sklepie, nagle Zosia krzyczy: „Mama, siku”.

„O nie! Gdzie ja teraz siku z nią zrobię?!”. Mówię: „Teraz musisz wytrzymać, pójdziemy siku, jak zrobimy zakupy”.

„Ok”, mówi Zosia. Za dwie minutki znowu: „Mama, siku”.

Odpowiadam: „Zosieńko, musisz wytrzymać, dasz radę?”

„Tak”, mówi Zosia. Za dwie minutki słyszę: „Mama, siku”.

„No nie, muszę wyjść z nią na to siku, bo nie wytrzyma”.

Wychodzimy ze sklepu, rozglądam się dookoła, potrzebuję jakiegoś drzewka, choć troszkę trawki. Jest drzewko! Biegniemy. Robimy siku. Wracamy. I taka mnie jakaś czułość ogarnęła, biorę ją na ręce (choć już nie powinnam, bo kręgosłup mnie boli, w końcu ponad 20 kilogramów dźwigam), daję buziaki, i mówię „Ty mój skarbie kochany”. Na co Zosia wtula się we mnie i mówi:

„Lubię jak tak do mnie mówisz, to jest takie miłe. Nie lubię jak na mnie krzyczysz, bo to jest niemiłe”.

A mnie zatkało, nie spodziewałam się takiego komentarza, po robieniu siku, przy sklepie, pod drzewkiem, a tutaj taki wniosek. „Tak Zosiu, wiem, że nie lubisz, jak krzyczę na ciebie, ja też nie lubię jak krzyczę na ciebie, wtedy się denerwuje i krzyczę, wiem, że to nie jest miłe. Pomyślę nad tym jak się mniej denerwować, by na Ciebie i Kasię nie krzyczeć, ok?” „Ok” mówi Zosia i wtulamy się w siebie biegnąc przez parking, z powrotem do sklepu….

Znowu mówią…

Innym razem bawimy się w domu. Turlamy po łóżku, gilgamy, śmiejemy, naprawdę niezła zabawa. Zabawa się skończyła i pół godziny później, ja w kuchni, usiłuję coś na kolację przygotować, przybiega Zosia, rzuca się na szyje i mówi do mnie: „Ty jesteś fajna na cały Kraków”. Niby nic, ale łza mi się zakręciła w oku, jak ona tak po swojemu wyraziła to, co czuje. Przytulam ją i mówię: „A Ty jesteś fajna na cały świat”. I idziemy zobaczyć, jaki ten świat jest duży….

I jeszcze mówią…

Kiedyś znowu, szykujemy się na imprezę sylwestrową. Przebieram tę moją Kasię w suknię balową, ona uwielbia sukienki, a te balowe, szerokie, świecące, z brokatem, perełkami, i świecidełkami to najbardziej. Ona z tatą idą na bal, a ja z młodszą do spania. I gdzieś pomiędzy ubieraniem się, myciem zębów, a czesaniem mówi do mnie: „Mamo, a Ty nie jesteś moją prawdziwą mamą!”, „Nie??” pytam zdumiona takim zaskakującym wnioskiem. „A jaką jestem mamą??” – pytam z wielką ciekawością.  „Hm, hm, hm, Sztuczną!! Jesteś sztuczną mamą!”. Nie zdążyłam się jednak dowiedzieć skąd taki wniosek, bo pobiegła na bal sylwestrowy. Ale się uśmiałam. Pomyślałam wtedy: „No to przeciwieństwa mamy zaliczone”.

Kiedy dzieci do nas mówią?

I zadaję sobie pytanie, kiedy moje dzieci do mnie mówią najbardziej? Mówią oczywiście cały czas. Raz mniej, innym razem więcej, ważniejsze i mniej ważne rzeczy. Mówią, kiedy się bawimy, uczymy, wychodzimy, zasypiamy, robimy zakupy. Mówią non stop. Odkąd otworzą oczy do momentu, aż je zamkną, a czasem nawet i przez sen, chcą mi coś powiedzieć. I zadaję sobie pytanie – czy ja słucham moich dzieci? Czy i jak je słyszę? Czy słyszę to, co chcą mi powiedzieć? Czy słyszę to tak, jak one chcą bym usłyszał? Czy słyszę co za tym stoi – potrzeba wyrażenia czegoś, prośba o wsparcie, zrozumienie, wyjaśnienie, akceptacja?

Jak słucham moje dzieci?

Zadaję sobie pytanie – co ja słyszę w tym, co mówią do mnie moje dzieci?

To, jak słucham będzie wpływało na to, co i jak będą do mnie mówić. To, jak słucham dziś będzie wpływało na to, jak będą mówić do mnie jutro. To jak będę słuchać jutro, będzie wpływało na to, jak będą do mnie mówić za dwa dni. To, jak ja słucham je dziś, będzie wpływało na to, jak one będą mnie słuchać za 10 lat.

Zadaję sobie pytanie: jak ja słucham moje dzieci dzisiaj? Jak chcę je słuchać jutro? Jak ja chcę, by one słuchały mnie za 10 lat?

Kiedy dzieci do nas mówią…

Wtedy, kiedy ich słuchamy, słuchamy a nie oceniamy, słuchamy, a nie przerywamy, słuchamy a nie grozimy, słuchamy a nie oskarżamy, słuchamy a nie prawimy morały, słuchamy a nie pouczamy, słuchamy a nie bagatelizujemy, słuchamy a nie wyśmiewamy, słuchamy a nie ironizujemy…

I odkryłam, że najważniejsze rzeczy dzieci mówią w najmniej spodziewanych momentach: wracając z sikania pod drzewkiem, przy robieniu kolacji i przygotowaniach na bal, pomiędzy myciem zębów a czesaniem włosów, tak mimochodem… i pozostaje tylko pytanie jak my – rodzice – słuchamy nasze dzieci…