To miały być szybkie i sprawne zakupy i były, ale końcówka już przy samochodzie i powrocie do domu całkiem dramatyczna. Ładujemy do koszyka: kawa, czekolada z orzechami, banany, słonecznik, brzoskwinie i do kasy. Zeszyt. Kasia zobaczyła zeszyt, taki zwykły szkolny zeszyt z napisem Biologia i dziarsko niesie go do koszyka. A mnie w głowie jak błyskawica przeleciał widok tak ok. 15 zeszytów leżących bezczynnie na półce. I myślę sobie, „o nie”. Kasia pakuje zeszyt do wózka, a ja mówię: „nie Kasiu, nie kupię Ci zeszytu, bo masz ich w domu chyba z pięć i wszystkie leżą i są niewykorzystane”. No i zaczęła się prawdziwa awantura. Ona ryczy w niebogłosy, ja na zewnątrz spokój, w środku się gotuje. Wychodzimy ze sklepu.

Co było dalej?

Przy samochodzie słyszę, jak mówi: „Nie wsiadam do samochodu, nie jadę z Tobą, zostaję tutaj!!” i siada na krawężnik.  Patrzę na nią, z jednej strony mi jej żal, bo taka awantura o zeszyt, a z drugiej naprawdę jestem zła, że właśnie z powodu takiej bzdury robi taką awanturę. I niby wszystko wiem, i wiem co powinnam zrobić, co jej powiedzieć, ale jakoś nie mam siły, i zmęczenie i emocje powodują, zwyczajnie w świecie nie chce mi się adekwatnie i konstruktywnie reagować. Spokojnie więc mówię: „Kasiu, wejdź do samochodu, zapnę Cię i jedziemy do domu”.

Kasia na to: „Nie!! Nie jadę z Tobą! Zostaję tutaj!”.

Myślę sobie „a zostań”, naprawdę nie mam siły się z nią szarpać i pakuje drugą córkę do samochodu. Podchodzę jeszcze raz do Kasi i mówię:

„Kasiu, wsiadaj do samochodu, to Cię zapnę i pojedziemy do domu”.

Na co Kasia ze złością mówi: „Przecież mówiłam Ci, że nie jadę z Tobą, tylko tutaj zostaję!”.

No to ja, niewiele myśląc, mówię: „No to Kasiu, ja jadę, a po Ciebie przyjedzie tata”. Wsiadam do samochodu, zamykam drzwi, wkładam kluczyk do stacyjki i słyszę wrzask Kasi:

„Nie! Zaczekaj! Ja też jadę!!” i wyje w niebogłosy.

Wysiadam, przytulam, zapinam jej pasy, ta płacze cały czas.

Chciałaś mnie zostawić! – dziecięce interpretacje

Jedziemy do domu i słyszę jak w samochodzie cała zapłakana krzyczy: „Ale Ty chciałaś mnie zostawić! Chciałaś jechać beze mnie!”. O nie! Jak te procesy interpretacji są zawiłe i zaskakujące, zwłaszcza u dzieci i mówię:

„Nie Kasiu, nie chciałam Ciebie zostawić, to Ty chciałaś zostać, Ty tak zadecydowałaś”.

„Nie!”, krzyczy Kasia: „Ty mnie tam chciałaś zostawić, byłabym całkiem sama!”.

Jakie to jest cudne: dziecko podejmuje decyzje, że chce zostać, a potem Ci wmawia, że to TY chciałaś je tam zostawić. No wprost niebywałe, jak my sobie, w tych naszych głowach przeinaczamy, tak by nam pasowało do tej rzeczywistości, którą właśnie tworzymy. Ciekawa jestem strasznie, jakie inne interpretacje sobie poczyniła to moja córcia już, w swoim krótkim życiu, o których nie wiem, a które mogą wpływać na to, jak widzi innych ludzi i świat. Czasem rzeczywiście nie mamy wpływu na to, jakie decyzje dziecko podejmie, nawet przy najlepszych naszych intencjach.

Dziecięce decyzje w Analizie Transakcyjnej

Trochę o tym mówi Analiza Transakcyjna, że każde dziecko podejmuje swoje decyzje, osobliwe tylko dla niego, na podstawie swoich własnych doświadczeń. My, rodzice, oczywiście mamy wpływ na to, jakie te doświadczenia są: miłe, niemiłe, dobre, złe, konstruktywne, obwiniające itd., ale, jakie decyzje dziecko podejmuje w związku z tymi doświadczeniami, zależą tylko od niego: od jego wrażliwości, etapu rozwoju, rozumienia sytuacji, dostępnych informacji, tego, co o tej sytuacji mówimy. Na przykład mama wróciła zdenerwowana z pracy, a dziecko widząc zdenerwowaną mamę, która np. nie mówi co się z nią dzieje,  myśli sobie: „mama jest zła przez mnie, to ja jestem złym dzieckiem”, albo „mama nie chce się przytulić do mnie, to znaczy, że nie mogą być blisko mojej mamy, pewnie coś ze mną jest nie tak”. Takich przykładów, jest tyle ile jest dzieci, w tym przejawia się osobliwość tych decyzji i dziecięcego decydowania o sobie i innych. W takich sytuacjach najczęściej od swojego Stanu Ja Dziecko mama wysyła komunikat do swojego syna lub córki „nie chce być blisko Ciebie, kiedy jestem zdenerwowana” lub „kiedy wracam z pracy”. Dziecko odbiera ten komunikat, także w swoim Stanie Ja Dziecko (bo nie jest zaspokojona jego potrzeba bliskości z mamą) i w ten sposób może powstawać zakaz np. „nie bądź blisko”. W Analizie Transakcyjnej jest 12 takich podstawowych zakazów np.: nie czuj, nie myśl, nie dorastaj, nie bądź dzieckiem itd. Oczywiście, aby uformował się zakaz konieczna jest pewna powtarzalność takich sytuacji lub jedna, ale za to bardzo dramatyczna.

Powód czy konsekwencja?

Powtarzam tej mojej Kasi:

„Kasiu, nie chciałam Ciebie tam zostawić, Ty powiedziałaś, że chcesz zostać. Co miałam zrobić? Miałam Ciebie siłą wsadzić do auta? Byłaś zdenerwowana, krzyczałaś na mnie, miałam się z Tobą szarpać, żeby Ciebie wsadzić do samochodu? Jesteś już za duża na to i za silna. Nie będę się z Tobą przecież bić koło samochodu, żeby Ciebie do niego wsadzić”. Kasia płacze trochę mniej, i znowu swoje, ale już spokojniej:

„Ale chciałaś mnie tam zostawić”.

Spokojnie odpowiadam: „Nie Kasiu, nie chciałam Cię zostawić, Ty powiedziałaś, że chcesz zostać”.

Na co uważnie pyta Kasia: „To czemu wsiadłaś do samochodu, i zamknęłaś drzwi i chciałaś odjechać? Czemu chciałaś mnie zostawić?”

A to mnie zaskoczyła!!, bo nie dość, że sobie zinterpretowała sytuację po swojemu, to jeszcze ma na to niezaprzeczalne dowody!

No przecież, to dla niej to jest takie proste: chciałam odjechać, czyli chciałam ją zostawić, a nie że odjeżdżam, bo ona zadecydowała, że chce zostać. No wręcz cudowne, bo dla niej moje zachowanie – chęć odjechania, była uzasadnieniem, że chciałam ją zostawić. A dla mnie to była konsekwencja jej wyboru i decyzji. Odpowiadam więc na jej zarzuty:

„Kasiu, nie chciałam Ciebie zostawić, pomyślałam sobie, że może jak wsiądę do samochodu i zacznę odjeżdżać to Ty zmienisz zdanie. Widziałam, że się zdenerwowałaś i było Ci przykro, że nie kupiłam Ci  zeszytu, i byłaś na mnie zła, i dlatego nie chciałaś jechać”.

No i pojawiło się sprawdzanie z jej strony, jak bardzo ją kocham i czy faktycznie bym ją zostawiła, dlatego na kolejne jej pytanie byłam już przygotowana: „A jak bym nie zmieniła zdania, to co byś zrobiła, pojechałabyś?”.

Już wiem jak mam odpowiedzieć i o co chodzi w całej tej naszej dyskusji: „Nigdzie bym nie pojechała, tylko czekała na Ciebie, aż z nami pojedziesz”.

Lodowe zakończenie

Zapanowała cisza. Jak to miło jechać samochodem bez wrzasków i płaczu. Może coś zrozumiała, może nie. Nie wiem. Ale poczułam się strasznie zmęczona. Potrzebowałam miłej odmiany dla nas trzech. I niewiele myśląc wypaliłam: „to dziewczyny, idziemy na lody, co Wy na to?”. I słyszę wrzask z tyłu: „taaaakkkkk!!!!”. I poszłyśmy. Zamiast wydać 2 zł na zeszyt wydałam 6 zł na lody (a jednak bardziej opłacał się zeszyt…), ale przynajmniej wszystkie trzy miałyśmy chwilkę przyjemności, po tych wyboistych przygodach z zostawaniem, jechaniem, interpetowaniem, przeinaczaniem rzeczywistości, i dowiadywaniem czy moja miłość do nich jest tak silna, że nigdzie i nigdy bym ich nie zostawiła.