To króciutka bajka – historyjka o dziewczynce, która nie słuchała mamy.

To historia z mojego życia – oj, często nie słuchałam mamy. Wtedy nie przyszłam do domu, choć mama wielokrotnie mnie wołała, miałam z 8 lat. Mama była na mnie wściekła. Dziś, kiedy mam własne dzieci, całkowicie ją rozumiem. No i to historyczne zakończenie było jednak troszkę inne niż w tej bajce.

A historyjkę napisałam na szkoleniu, kiedy mieliśmy uruchamiać swoją prawą – twórczą i kreatywną półkulę mózgu. Polecam wszystkim takie kreatywne zabawy, choć dla „lewopółkulowców”, tak jak ja, mogą być trudne.

„O dziewczynce, która nie słuchała mamy”

 

Raz pewna, mała dziewczynka bawić się chciała, więc pełna radości i werwy na podwórko poleciała.

„Pamiętaj córeczko co ci przykazałam – kiedy cię zawołam, do mnie przybądź zaraz”.

Poszła więc dziewczynka, przyjaciół poszukała i całą masę zabaw od razu wymyślała.

Bawili się w berka, raz ona goniła, innym razem uciekała.

Potem chowanego, chować się nie umiała i ciągle przegrywała.

Skakali po drzewach, w rowach się skrywali, z piasku budowali i piłką podrzucali.

Ubaw mieli po pachy, cali roześmiani, bawili się jeszcze kilka godzin sami.

Nagle słyszy dziewczynka, ktoś jej imię woła.

Nasłuchuje się i dziwi „nie mamo, to jeszcze nie ta pora!”.

Ale mama wciąż woła: „wracaj do domu, bo późna już pora!”.

Głos mamy pewniejszy i coraz mocniejszy, słyszy dziewczynka, że złość tam się mieści.

Walkę toczy ze sobą: wracać czy się bawić? Mamie smutku nie chce przywołać, zabawy też nie chce stracić!

Woła więc dziewczynka: „zaraz mamo wracam, tylko jeszcze troszkę w kółeczko się poobracam”.

Ile kółeczek to trwało dziewczynka nie wiedziała, bo przecież zegarka ze sobą nie miała.

Zabawa jednak smutniejsza trochę się zrobiła, bo myśl o strachu w dziewczynce zagościła.

Boi się dziewczynka wrócić do domu, bo tam mama rozgniewana czeka na progu.

Puka delikatnie, nasłuchuje ostrożnie, drzwi się otwierają.

W nich mama stoi – duża, ogromna, jakby sto razy urosła. Groźnie marszczy czoło, tupie stopami, w ręku trzyma pasek, przewraca oczami.

„Przepraszam mamusiu, tak się bawiłam cudownie…”.

„Chodź tu do mnie córeczko, posłuchaj uważnie:

cała jesteś brudna i chyba zmartwiona, to pewnie przez ten pasek, co jest na mych ramionach. Dziś już jestem mądrzejsza, złości w sobie dużo mam, ale pasek dziś odrzucam, lepszą metodę znam. Wiem, że pragniesz zabawy, wolności, swobody, to Twój odkrywania czas. Uszanuj też moje potrzeby i następnym razem wracaj na czas”.

Taka to oto moja krótka bajka. Wiem, że ma mnóstwo błędów, ale to moja pierwsza bajka-historyjka i jestem z niej naprawdę dumna.

Trudne dziecięce wybory

Dzieciom naprawdę trudno jest wybrać czy zakończyć zabawę i wrócić do domu, czy bawić się dalej. Jak się ma kilka lat, to to naprawdę są mega trudne wybory dla dziecka. I nie chodzi o to, by pozwalać dziecku na wszystko i na powrót do domu późnym wieczorem, ale by dzień po dniu, ze spokojem, zrozumieniem dla dziecka, tłumaczyć (nie paskiem) dlaczego ważne jest dla nas, rodziców by wracały na czas.

Ja zrozumiałam, jak mama mi wytłumaczyła, jak już emocje opadły, że chciała sobie wtedy obejrzeć film o 20–ej, i ważne było dla niej by wykąpać i przygotować do spania wszystkie dzieci. Ponieważ nie posłuchałam jej i nie wróciłam na czas, mama nie obejrzała sobie w całości tego filmu a może nawet w ogóle go nie obejrzała. I potem naprawdę było mi smutno i przykro, że przez moje zachowanie nie zrobiła sobie tego, na czym jej zależało.

Tydzień później wróciłam do domu za pierwszym wołaniem mamy. Wierzę, że każde dziecko usłyszy, co jest dla rodzica ważne i uszanuje te potrzeby, czasem wystarczy powiedzieć jeden raz, czasem 38, a czasem 126 razy. Każde dziecko ma swoją własną liczbę i metodę, która do niego najbardziej trafia.