Dlaczego dzieci źle się zachowują?

„Ewka, jak ja Ci dziękuję za tę historię. Choć zastanawia mnie ten fragment „Dzieci źle się zachowują, bo źle się czują”, gdzie jest granica złego zachowania, a jedynie zwykłego psocenia czy poznawania świata?”

Ostatnio pod jednym z moich tekstów pojawił się taki komentarz – pytanie. To pierwszy komentarz na mojej stronie! Paulina, bardzo Ci dziękuje. Strasznie się ucieszyłam i zmartwiłam jednocześnie, bo komentarz był napisany tydzień wcześniej. Taka byłam zajęta, że nie zdążyłam sprawdzić i odpisać. Dlatego postanowiłam, że w ramach odpowiedzi na komentarz napisze tekst, który odpowie na zadanie w komentarzu pytanie, może w ten sposób się zrehabilituje…

„Dzieci źle się zachowują, bo źle się czują”.

Zacznę od tego jak ja rozumiem tę część „bo źle się czują”.

Do książek o wychowaniu sięgnęłam wtedy kiedy moja córka powiedziała mi „Mamo Ty też jesteś okrutna jak stawiasz mnie do kąta”. Wtedy mną to wstrząsnęło i zaczęłam szukać innych metod aniżeli kara czy kąt. Wtedy też przeczytałam to magiczne zdanie: „dzieci źle się zachowują, bo źle się czują” dr Haima Ginotta. Na początku nie zrozumiałam, miałam w sobie, można powiedzieć, mały bunt – ale jak to „bo źle się czują?” Tylko tyle? Przecież tych złych zachowań jest cała masa? Ot, całe wyjaśnienie? Ale potem powolutku, dzień po dniu asymilowałam to w sobie, obserwowałam moje dzieci, obserwowałam siebie, i zaczęłam to rozumieć.

Dlaczego tak trudno było mi to zrozumieć?

Najtrudniej było mi zrozumieć tę część „bo źle się czują”. Ja jestem logiczna, jedno powinno wynikać z drugiego, żeby się złościć, trzeba mieć powód i to uzasadniony. A w świecie dziecięcych uczuć i emocji nie ma logiki, to znaczy dla nich jest, ale z mojej perspektywy, osoby dorosłej, jej nie ma. Nie zawsze więc rozumiałam te dziecięce powody.

Bo ja rozumiem, że dziecko się uderzy i to go boli i źle się czuje. Bo jest głodne, czy zmęczone i źle się czuje. Bo nie chce mu kupić kolejnej czekoladki i strasznie mu wtedy źle, albo dlatego, że nie pozwalam na kolejną bajkę i też mu bardzo źle. I rozumiem jak wtedy w złości krzyczy na mnie „jesteś najgorszą mamą na świecie!!”.

To jest dla mnie racjonalne, logiczne, to potrafię ogarnąć.

Ale przychodzi ta część dziecięca, która dla mnie dorosłej, nie jest racjonalna, nie jest logiczna, nie jest poukładana i przewidywalna. To świat emocji dziecka, ich wewnętrzny, którego oni też jeszcze nie znają, nie rozumieją, sami się w nim gubią, dopiero go odkrywają i się go uczą. Najlepsze jest to, że ten ich świat dla nich samych – dzieci jest bardzo racjonalny i intuicyjnie za nim podążają – czyli jak źle się czują, to źle się zachowują.

I tu zderza się moja dorosła racjonalność i ta dziecięca racjonalność. Moja racjonalność jest dla nich za trudna, zbyt poukładana i logiczna, a ich racjonalność dla mnie jest zbyt emocjonalna, chaotyczna i nieprzewidywalna. I tak zderzają się dwie perspektywy, jak dwie płyty tektoniczne, które czasem wywołują małe fale, a czasem tsunami.

Jak ja rozumiem to, że „dzieci źle się czują?”.

Jak zrozumieć to, że dzieci budzą się rano, są wyspane, wypoczęte, uśmiechnięte, a 5 minut później już się złoszczą. Jak już przebrniemy przez ubieranie się, które dla mnie trwa o 10 minut za długo, bo widzę jak moja starsza córka ubiera majtki przez 3 minuty tzn. 1 minuta i majtki są na kostkach, w drugiej minucie majtki są na kolanach, a w trzeciej w końcu lądują na pupie. To kiedy ona zdąży poczuć się źle, jak po tych 10 minutach ubierania się zaczyna robić wrzask i stawiać opór przy czesaniu włosów?

Bo w moim racjonalnym świecie jest prosto – myje, się, czeszę, ubieram, jem śniadanie i wychodzę, żeby zdążyć tam gdzie idę. Ale w ich świecie tak nie jest. No więc idziemy do łazienki, a w zasadzie nie idziemy, bo przed drzwiami do łazienki już jest opór a często i płacz. I pytam się samej siebie: „kiedy zdążyła poczuć się źle, że zaczynają płakać, stawiać opór? Jak to jest możliwe, przecież to tylko czesanie włosów?”.

Ale potem obserwuję, jeden dzień, drugi, rano, wieczorem. I już wiem dlaczego moja starsza córka zachowuje się „źle”, kiedy idziemy czesać włosy. Już wiem, że taka prosta, prozaiczna, codzienna czynność może powodować, że dziecko faktycznie „źle się czuje” i nie chce czesać włosów, a ma je całkiem długie.

Jak może czuć się 6 – latek…

Myślę, że moja córka chciałaby powiedzieć do mnie coś w rodzaju: „Mamo, strasznie nie lubię czesać włosów, nie lubię robić tego sama, bo nie wystarcza mi cierpliwości, by rozczesać je do końca. Tej cierpliwości starcza mi na rozczesanie włosów do połowy, potem za bardzo mnie już ciągną. A potem Ty karzesz mi je czesać, albo jeszcze gorzej: mówisz, że mnie uczeszesz. Nie lubię jak Ty mnie czeszesz, bo mnie ciągniesz, nie wiem dlaczego tak mi się te włosy plączą. Chciałabym móc się nie czesać. Tak by było dla mnie najfajniej. Nie cierpię, jak rano pięć razy powtarzasz mi, że mam się uczesać. Nie jestem głucha, nie musisz mi tyle razy powtarzać. Denerwuje się jak ty się denerwujesz tym czesaniem. Chciałabym móc znaleźć inne rozwiązanie, by żadna z nas się nie denerwowała, ale nie umiem. Czy możesz mi jakoś w tym pomóc?”

Ale wiem, że tak nie powie, bo który 6-latek tak mówi? Pewnie wyjątki, a może i żaden. Ale sam fakt, że to wiem, że tak patrzę na tę sytuację bardzo mi pomaga, już wystarczy by poradzić sobie lepiej, a przede wszystkim spokojniej.

A jak zrozumieć zachowanie dziecka, które przychodzi zadowolone z przedszkola a za minutę robi awanturę o mycie rąk, bo jak się okazało, miała swoje powody by nie myć ich tam, gdzie ja chciałam by umyła. Odsyłam to wcześniejszego wpisu „Mamo, wróciłam z przedszkola”.

Jak może czuć się 5 – latek…

Albo dzisiaj rano, buty już na nogach, prawie gotowe do wyjścia, a tu wrzask mojej Zosi, bo ją coś w plecki gryzie. Ale spokój, przecież bez powodu by się nie „darła”. Już trochę znam moje dzieci. Okazało się, że przez środek plecków, od szyi w dół idzie szew, bo tak połączona jest bluzka. I nagle zaczęło jej to przeszkadzać. Prozaiczny powód dla mnie, ale dla niej wystarczający, by się wkurzyć, bo przecież ją to gryzie.

Czy mogę wymagać od 5-letniego dziecka by powiedziało: „mamo, ubrałaś mi bluzkę ze szwem z tyłu na plecach, i właśnie sobie uświadomiłam, że pośrodku moich plecków ten szew mi przeszkadza, bo mnie gryzie. Bardzo się z tym źle czuję, drażni mnie to i nie chce z tym chodzić cały dzień w przedszkolu. Czy możesz mi przebrać tę bluzkę? Naprawdę nie chce się złościć i opóźniać wyjścia do przedszkola, psuć humor tobie, ale uwierz mi, że ten szew mi przeszkadza i powoduje, że się denerwuje” . Nie wiem jak Wasze dzieci, ale moja 5-letnia Zosia niestety tak ze mną jeszcze nie rozmawia, choć z pewnością bardzo by nam to pomogło w wielu sytuacjach.

To, tak po krótce, chciałam wyjaśnić jak rozumiem to, że „dzieci źle się czują” nawet w bardzo prozaicznych, codziennych sytuacjach. A chciałam to wyjaśnić dlatego, że odkąd to zrozumiałam, niewiele jest sytuacji, które postrzegam jako takie, w których moje dzieci źle się zachowują.

A teraz wracając do pytania:

„Gdzie jest granica złego zachowania, a jedynie zwykłego psocenia czy poznawania świata?”

I myślę, że te granica jest tam, gdzie ustawi ją rodzic. Każdy z nas kwalifikuje, co jest „złym” a co „dobrym” zachowaniem. Każdy rodzic we własnej głowie, sercu stawia sobie te granice.

Dla jednych rodziców złym zachowaniem jest to, jak dziecko zacznie wrzeszczeć w sklepie, by mu coś kupić, a znam takich, którym to zupełnie nie przeszkadza. Dla innych, jak dziecko nie powie dzień dobry i do widzenia w windzie, to jest to złe i dostanie reprymendę. Dla innych ważne jest by mówiło przepraszam. Jak dziecko w piaskownicy zacznie bić łopatką inne dziecko, to może być to złe zachowanie, dla innych złym jest to, że dziecko zabrało łopatkę innemu dziecku.

Najczęściej jednak o tym, że dziecko jest niegrzeczne, złe, niedobre, że źle się zachowuje słyszymy wówczas jak się złości, (a pamiętajmy, że w świecie dziecka jego złość jest zawsze uzasadniona, zresztą każda emocja dziecka jest uzasadniona), jak nie słucha rodziców, jak na coś nalega i wymusza, jak bije innych.

Pierwsza granica, kiedy dzieci źle się zachowują

Dla mnie osobiście ta granica złego zachowania jest wówczas, kiedy moje dziewczyny nawzajem się biją, popychają, uszczypną, lub kiedy to robią innym dzieciom. Wtedy mogę powiedzieć, że źle się zachowują, ale też wiem, że jak coś takiego robią to naprawdę źle się czują i posuwają się do rozwiązania, które jest najmniej konstruktywne dla wszystkich. Jednak pozwala im to rozładować złość i napięcie, które się w nich nagromadziło. I znowu zderzają się dwie perspektywy – kiedy ja uważam, że to jest złe zachowanie i ich perspektywa, kiedy przyparte do muru uznały, że nie mają innego wyjścia. Z drugiej strony można to też zakwalifikować jako poznawanie świata i siebie – sprawdzam jak siostra, mama inni zareagują na moje zachowanie, jak ja poradzę sobie, gdy ktoś mnie zaatakuje, ile razy mogę walnąć siostrę, zanim się wkurzy, albo wkurzy się mama.

Ja jednak nie lubię jak moje dzieci się biją.

Druga granica, kiedy dzieci źle się zachowują

Drugą granicą dla mnie jest sytuacja, kiedy się przezywają, albo jedna mówi coś, czego druga nie lubi i np. zaczyna płakać. I złym jest to, że jak ta pierwsza widzi, że to działa na drugą, bo ją to wkurza albo płacze, albo leci do mnie to jeszcze bardziej jej dokucza, to jest dla mnie złe zachowanie. Choć cały czas trzeba pamiętać, że to znowu jest moja perspektywa – dorosłego, z ich perspektywy, osiągają swój cel, mogą sobie myśleć: „dobrze ci tak, ty mi powiedziałaś, że mnie nie lubisz, to ja ci teraz powiem, ze jesteś brzydka i jesteś kupa i że mama cię nie kocha. Jak mi jest źle to niech tobie też będzie źle”. Po prostu, radzą sobie jak umieją. A warto też pamiętać, że w złości, mają zablokowany dostęp do tej swojej racjonalnej części mózgu.

Trzecia granica, kiedy dzieci źle się zachowują

A trzecia sytuacja, to jak mi się wykrzywiają i „pyskują”. Och, jak tego nie lubię, a jak mnie to denerwuje, siłą woli się powstrzymuję by nie odpowiedzieć im w podobnym stylu. Ale wiem, że w wychowaniu nie ma miejsca na sarkazm i złośliwe uwagi. Wiem też, że jak już zaczynają mi „pyskować” to muszą czuć się przyparte do muru, że są w sytuacji dla nich bez wyjścia, a kto z nas dobrze się czuje w takiej sytuacji? Kto nie będzie się bronił i atakował? Nauczyłam się także, że to nie ja jestem ich wrogiem, ale moja przewaga nad nimi, moja siła, i to jak bardzo są ode mnie zależne.

Inne sytuacje

Psocenie czy poznawanie świata zakłada dobre intencje, jest rozwojowe, sądzę, że dziecko nie czuje się wtedy źle, a nawet dobrze, bo do działania pcha go ta pozytywna siła – poznawania i tworzenia.

Czasem trzeba walnąć kogoś łopatką po głowie, czasem nią dostać, sypnąć piaskiem po oczach sobie lub komuś, zepchnąć z huśtawki, rzucić zabawką, oderwać głowę lalce, wyrzucić książkę z piątego piętra, zjeść trochę ciastoliny, zrzucić talerzyk z obiadem ze stołu, popchnąć siostrę, uderzyć mamę, rzucić się w sklepie na ziemię, by dostać ukochaną zabawkę, wypluć lekarstwo, wydłubać klawisze z laptopa, wykopać sadzonki w ogródku, albo zerwać wszystkie kwiatki, zdeptać mrówkę, sprawdzić czy można we dwie jednocześnie sikać do muszli…

Dla jednych rodziców będzie to złe, dla innych dobre zachowanie, dla innych poznawanie świata. To, jakie nadamy temu znaczenie, zależy od perspektywy jaką mamy, jakie mamy przekonania na temat wychowania dzieci, jakimi chcemy być rodzicami, jak radzimy sobie z własnymi emocjami.  Zależy od wartości, jakimi się w życiu kierujemy i wreszcie od tego jak bardzo zrozumiemy tę nieracjonalną dla nas, ale racjonalną perspektywę dziecka.

I na koniec…

„Dzieci źle się zachowują, bo źle się czują”, bo czy można czuć się dobrze i zachowywać źle? Myślę, że my dorośli mamy podobnie jak dzieci. Bo czy ktoś z nas jak jest radosny, zadowolony, wypoczęty, pełen dobrej energii, spokojny, uważny na innych, ma ochotę zachowywać się źle?

Każdemu rodzicowi polecam pochylić się trochę i podjąć trud poznawania i rozumienia tej dziecięcej perspektywy – odkrywania powodów dlaczego „źle się czują”.  To ciekawa, twórcza i otwierająca szeroko oczy na wiele dziecięcych spraw, przygoda!

I bardzo, ale to bardzo pomaga w zachowaniu spokoju w trudnych, pełnych emocji sytuacjach.