Tym razem tematem przewodnim będą zakupy z dziećmi, złość, konsekwencja i odpowiedzialność.

Godz. 15.50. Idę do przedszkola. Zabieram moje dwa aniołki. I rozważam w sobie: iść z nimi do sklepu czy nie? Jak pójdę, zapewne będą chciały coś kupić, choć oczywiście ustalamy zawsze, że nic nie kupuję, a czasem, że kupię im jedną rzecz. One, mimo wszystko uwielbiają robić zakupy. Każda bierze koszyczek, zasuwa z nim po sklepie i wkłada, każda do swojego, wszystko co im wpadnie w ręce, a co lubią jeść, a jeść naprawdę lubią. A ja chodzę za nimi i wyciągam, tłumacząc dlaczego tego dzisiaj nie potrzebujemy. Trochę to męczące, ale uwielbiam patrzeć jak one buszują z tymi koszyczkami po sklepie. Jak oglądają, jak rozważają, jak podejmują decyzje, zadają mi pytania, dyskutują ze sobą, która, co wkłada do koszyczka. Pomimo tej radością, którą z tych zakupów z nimi mam, to jednak takie wyjście kosztuje mnie całkiem sporo energii. Choćby w oczekiwaniu przy kasie, gdzie z 10 razy jestem pytana czy kupie im gumę, żelki, czekoladki i wszystko co tam widzą. I już samo mówienie 10 razy, „nie, bo…” naprawdę mnie męczy.

„A jak nie pójdę teraz do sklepu to nie będziemy mieli co jeść” myślę sobie, bo w lodówce zostało tylko światło…

Zdecydowałam. Wiedząc jak mogą wyglądać zakupy, idziemy do sklepu. W drodze do niego ze dwa razy powtarzam, że nic dzisiaj im nie kupuję, żadnej zabawki, ani słodyczy, bo za kilka dni są Święta i dostaną na pewno coś pod choinkę i słodycze też będą. Rozumieją. Zgadzają się. Samo wyjście do sklepu jest dla nich frajdą.

Zakupy z dziećmi

Zatrzymuje się przed sklepem i jeszcze raz powtarzam, „dziewczyny, kupujemy dzisiaj jedzenie, bez zabawek i bez słodyczy”. „Ok, mamo”, odpowiadają. I jeszcze dla przypomnienia pytam ich: „a pamiętacie jak trzeba się zachować w sklepie?”, Najpierw mówi Zosia: „Nie wolno biegać i krzyczeć”. „Tak, masz racje” odpowiadam i „jak jeszcze trzeba się zachować?” pytam dalej. „Trzeba chodzić przy mamie, nie wolno uciekać i nie możemy się bić”, tym razem mówi Kasia. „Wy wszystko pamiętacie, to możemy iść do sklepu”, uśmiecham się i wchodzimy. Robimy zakupy. Całkiem spokojnie to wszystko przebiega. Ładują do koszyczka, serek, mleko, od czasu do czasu pytają czy mogą coś wsadzić. Myślę, „o jak fajnie, jak spokojnie, może dojrzały już do zakupów…”

Nagle przed nami, dosłownie znikąd, wyrosły lalki Barbie. I czar spokojnych zakupów prysł jak bańka mydlana. Jakieś takie kosmiczne te lalki, nie wiem bo nie oglądałam tej bajki. Jeden rząd lalek różowych z brokatowymi nogami i rękami. Drugi rząd lalek niebieskich też z brokatem.

Konsekwencja

Zaczęła Kasia „mamo, kupisz mi?, ale proszę Cię?, kup mi, takiej nie mam? (ma 20 innych), mamo proszę Cię?, to jest z gwiezdnej przygody, Basia taką ma?” Ja ze stoickim spokojem: „Kasiu, nie kupię Ci. Masz dużo lalek w domu. I umawiałyśmy się, że nie kupujemy dzisiaj zabawek”. „Ale mamo, proszę Cię, ona jest taka ładna, brokatowa. Mamo proszę Cię, kupisz mi?” Na co dołącza Zosia „mamo, a ja chcę tę niebieską. Kupisz mi? Proszę, proszę”. Patrzę na cenę: 19.90 razy dwa. Patrzę na te wielkie, proszące oczy, złożone ręce jak do modlitwy, głowy zadarte do góry, i głos pełen nadziei. Myślę sobie, „faktycznie niedrogie jak na Barbie. Może im kupić? Nie, nie, nie!! Za kilka dni będę mieć prezenty pod choinkę!”

Mówię do nich: „Dziewczyny, nie podoba mi się to, że mnie namawiacie na te lalki. Umawiałyśmy się przed sklepem, że nic nie kupujemy. Macie dużo lalek w domu, nie bawicie się nimi. Zaraz rzucicie je w kąt i będzie po lalkach (gadam tak, jakby taka argumentacja trafiała do dzieci, bez sensu…). Nie, nie kupuje” i idę do kasy. Myślę sobie, „muszę stąd jak najszybciej wyjść”. Teraz dopadły mnie we dwie: „Mamo, ale proszę, będę się nią bawić, ona jest taka piękna, brokatowa. Mamo no proszę, mamo, no kup, będę się nią bawić, mamo proszę Cię, kupisz mi….?”

Gdzie ta konsekwencja?

Wychodzimy ze sklepu. Kasia niesie różową, a Zosia niebieską lalkę. Przez głowę przelatują mi myśli: „Boże, w ogóle nie jestem konsekwentna. Znowu dałam się uprosić. Ja? Taka stanowcza i zdecydowana. Jak to możliwe…?”. Idę i patrzę na te moje dwa aniołki. Widzę ich radość, w sumie to nie radość, tylko szczęście. Zabierają się za otwieranie. Ja z siatami w obu rękach. „Mamo, rozpakujesz mi?, pyta Kasia. „Nie, nie rozpakuję, bo niosę zakupy i mam zajęte ręce”, ale w moim głosie słyszę złość, oj dużo złości. Zrobiłam 3 kroki. Zatrzymałam się. Myśli huczały mi w głowie chyba jak wodospad Niagara: „Po co ja im to kupiłam? Dlaczego dałam się namówić? Przecież ustaliłam z nimi, że nic nie kupujemy. Co mnie napadło? Zaraz są Święta, będą prezenty, od babci, moich braci. Dlaczego im uległam? Przecież ja decyduje, to ja mam być silna, wiedzieć czego chcę, dlaczego dałam się namówić?”. Zrobiłam dwa kroki. Nie umiem odpowiedzieć na te pytania, ale dotarło do mnie, że czuje ogromną złość. Idę dalej. Coś z tą złością potrzebuje zrobić i mówię:

„Dziewczyny, ale jestem zła. Jestem bardzo zła”.

Kasia na to: „Mamo, a na kogo jesteś zła?” (jak się potem okazało to było najlepsze pytanie, jakie mogła mi zadać moja córka).

Odruchowo jej odpowiedziałam: „Kasiu, jestem zła na was i na siebie”.

„Ale na mnie jesteś zła?” dopytuje Kasia, i widzę jak radość z kupienia lalki nieco ulatuje.

A ja dalej: „Tak, Kasiu, jestem zła na Ciebie i na Zosię, bo umawiałyśmy się, że nie kupujemy zabawek, a wymusiłyście na mnie lalki. Tak mnie prosiłyście, że się zgodziłam”, (i jak sprytnie przerzuciłam część odpowiedzialności na nie, a nie powinnam).

Czyja jest ta złość?

Po radości dzieci ani śladu. Idą ze zwieszonymi głowami. Znowu się zatrzymałam i zadaję sobie pytanie: „Co Ty Ewa robisz? Zastanów się czyja i na kogo jest ta złość? Kto tu podejmował decyzje? Czyja to odpowiedzialność?” Dotarło do mnie: jestem zła na siebie, tylko i wyłącznie na siebie! To przecież ja się zgodziłam kupić im te lalki. To ja podjęłam decyzję, to ja zapłaciłam w kasie. To moja złość i jestem zła na siebie. To moja odpowiedzialność, nie ich, również za moje uczucia, za moją złość. Nie mogę przerzucać jej na dzieci. Jak to dobrze, że to dziecko moje zadaje mi takie pytania.

Podchodzę do Kasi i mówię: „Kasiu, przepraszam Cię. Nie złoszczę się na Ciebie i na Zosię, tylko na siebie. Złoszczę się na siebie, że dałam się namówić na lalki, chociaż inaczej się umawiałyśmy. Wy macie prawo prosić nawet tysiąc razy, ja mam prawo odmówić. Nie zrobiłam tego. Zgodziłam się. Kupiłam Wam lalki i teraz złoszczę się na siebie,  że się zgodziłam”.

Na co Kasia: „Czyli nie jesteś już na mnie zła?” „Nie, nie jestem”.

Kasia dalej: „Jesteś zła na siebie?” „Tak Kasiu, jestem zła na siebie” odpowiadam.

Na co Kasia „bo nam kupiłaś lalki, chociaż nie chciałaś?”. „Tak” mówię. „Aha” skwitowała Kasia i podbiegła do Zosi, która stała kawałek dalej niezainteresowana naszą rozmową, wołając z radością: „Zosia, mama już nie jest na nas zła”.

Odpowiedzialność za złość

Uśmiech wrócił na te małe twarzyczki i już odgrywały jakąś zabawę z zapakowanymi lalkami. Dla niej najważniejsze było rozstrzygnięcie na kogo jestem zła. Jakoś wyczuła, że ta moja złość nie jest jej, przecież nie zrobiła nic złego – chciała tylko lalkę i o nią walczyła, dostępnymi jej strategiami – prosząc mamę. Co w tym złego? Nic. Ona ma prawo prosić, ja mam prawo odmówić. Nie skorzystałam z tego, dałam się uprosić. Decyzja była moja i złość również. Na siebie. Nie miałam prawa przerzucać jej na dziecko. A Kasia po dziecięcemu postawiła mi granice, jasno i klarownie chciała znać tylko odpowiedź na pytanie: „na kogo jesteś zła?”. I ja poczułam się spokojniejsza i jakoś nawet ta złość zmalała. Z perspektywy czasu myślę, że warto było wydać te 40 zł, nie ze względu na lalki (bo one leżą w pudle razem z 20 innymi), ale na lekcję i wnioski z niej. Ba za każdym razem jak idę z nimi do sklepu staje mi przed oczami te 30 metrów, na których wszystko się rozegrało. I odmawiam im albo się zgadzam jak mnie o coś proszą, ale już bez złości i przerzucania odpowiedzialności.