Siedzę na małym (dziecięcym) stołeczku i głaskam moje dziewczyny (Zosia 4,5 i Kasia 6 lat), po pleckach, po główce. To czas usypiania. Uwielbiam je tak głaskać choć nieraz i mnie zdarza się zasnąć razem z nimi. Dzisiaj jestem wyjątkowo zmęczona, mam wrażenie, że zaraz spadnę z tego stołeczka. I nagle słyszę jak Kasia mówi: „Mamo nie chcę, żebyś tu siedziała i mnie głaskała”.

Sprzeczne uczucia dziecka

Pierwsza moja myśl: „Ale jak to?, jak to jest możliwe, że Ty tego nie chcesz?”. Zrobiło mi się przykro. Druga myśl: „W zasadzie, to może czas już skończyć to głaskanie po pleckach?, może właśnie Kasia podejmuje decyzje, że koniec z tym rytuałem?, może to jest jej wołanie o autonomię, a to ja jestem jakaś nadmiarowa?”. A trzecia moja myśl: „O jak cudownie, nie muszę siedzieć na tym stołeczku, bo i tak zaraz z niego spadnę, tylko położę się obok Zosi i ją będę głaskać”. Najpewniej zasnę, a tam taki bałagan w kuchni, i jeszcze ta niedokończona praca moja rozgrzebana w kompie, i to pranie, które trzeba powiesić, o i miałam zeszyć dziurkę w leginsach na jutrzejszą gimnastykę…. Trudno, myślę sobie, praca, dziurka, pranie i bałagan nie zając, nie uciekną.

Potrzebuje coś Kasi odpowiedzieć. Ze wszystkich moich myśli, które przyszły mi do głowy wybieram tę, że to jej wołanie o autonomie, o jej przestrzeń, o decydowanie jak chce usypiać. Nie będę jej mówić, że mi przykro itd. Mówię więc: „Kasiu, to rozumiem, że nie chcesz żebym tu siedziała i Cię głaskała. Dzisiaj chcesz usypiać bez głaskania, tak?” Upewniam się czy dobrze zrozumiałam.

„Tak” odpowiada Kasia.

„Dobrze Kasiu. To ja się położę u Zosi”. Wstałam i poszłam do Zosi.

Kasia wydawała się zaskoczona. Podejrzewam, że nie spodziewała się, że tak szybko to zaakceptuję, być może oczekiwała, że będę ją przekonywać, argumentować, że nie pójdę z tego stołeczka. Zauważyłam to jej wahanie i powiedziałam jeszcze „Kasiu, gdybyś zmieniła zdanie, to mi powiedz, ja tutaj jestem”.

Dalsze rozterki dziecka

Minęła minutka. Kasia mówi: „Mamo?”, „Tak, Kasiu?” – pytam. „Mamo, bo ja tak trochę chcę, żebyś mnie głaskała a trochę nie chcę” mówi do mnie.

Kiedyś bym pomyślała: „Dziecko to się zdecyduj. Albo chcesz, albo nie chcesz. Nie będę tak wstawać co chwilkę, bo nie jest to fajne i jestem już na to za stara. Jak już podjęłaś decyzję to nie ma odwrotu, trzeba być konsekwentnym”.

Przez głowę przeleciały mi mądre myśli i wskazówki z wielu książek jakie przeczytałam np.

Uczucie jest faktem. Jeśli dziecko odczuwa coś w pewien sposób, to w danej chwili tak właśnie widzi tę sytuację.

Dwa lub więcej sprzecznych uczuć może współistnieć w jednej chwili.

Kiedy uczucia zostaną nazwane i zaakceptowane, dzieci lepiej sobie uświadamiają, co czują. Kiedy rodzice szanują uczucia dzieci, to dzieci uczą się szanować własne uczucia i ufać im”.

Albo: „Dziecko potrzebuje przestrzeni i czasu by rozeznać własne myśli a rodzice ze swoimi gotowymi odpowiedziami naruszają prawo dziecka do myślenia

(za: Wyzwoleni rodzice wyzwolone dzieci. A. Faber, E. Mazlish)

Jak akceptuję sprzeczne uczucia dziecka i co to daje…

Wybrałam zatem odpowiedź: „Rozumiem Kasiu, że trochę chcesz, a trochę nie chcesz, żebym Cię głaskała. I trudno ci się zdecydować?” „Tak”, mówi Kasia. Słyszę ulgę w jej głosie. Chyba toczyła ze sobą walkę, żeby mi to powiedzieć. Na szczęście powiedziała.

Mówię dalej: „Takie sytuacje się czasem zdarzają, że czegoś chcemy i nie chcemy jednocześnie. Mamy w sobie takie sprzeczne uczucia. Ja też czasem chce coś zrobić i nie chce. I też trudno mi podjąć decyzję. Wiesz, to pomyśl sobie chwilkę czy bardziej chcesz żebym Cię głaskała, czy bardziej nie chcesz. Ja bardzo chcę Cię głaskać, ale uszanuje Twoją decyzję. Jak zdecydujesz to mi powiedz. Dobrze?”

I czekam z niecierpliwością na jej odpowiedź. Minutkę później: „Mamo, bo ja już wiem. Bo ja bardziej chcę, żebyś mnie głaskała”. Ucieszyłam się, że podjęła decyzję, jakąkolwiek. Ważne, że sama w sobie rozeznała czego potrzebuje i mówię: „Cieszę się Kasiu, że podjęłaś decyzję”.

Wstaję, siadam na stołeczku, głaskam Kasię po pleckach.

Obyło się bez przekonywania, argumentowania, komentarzy o niezdecydowaniu, konsekwencji i nie konsekwencji itd. Nie było tekstów o tym, że mi przykro, że nieładnie tak do mamy mówić, że jest niegrzeczna itd. Zamiast tego kilka prostych zdań, zaakceptowanie jej sprzecznych uczuć, potwierdzenie, że to się zdarza, że tak może być, że to normalne, że inni też to przeżywają. I pozostawienie dziecku przestrzeni do zadecydowania, przecież one też umieją decydować.

Zasnęły. Śpią jak aniołki. Uwielbiam tak na nie patrzeć jak śpią. Nie spadłam ze stołeczka ani nie zasnęłam. Wstałam. Idę do kuchni. Ale bałagan, i pranie, i dziurki w leginsach, i praca. Chce mi się to ogarniać i nie chce mi się – tyle we mnie sprzeczności. Zrobię to, co najważniejsze, reszta przecież nie zając…