To się wydarzyło ok. 2 lata temu (Kasia miała wtedy ok. 4 lat). I wciąż żywo pamiętam moje uczucie zadziwienia i zamrożenia. Po prostu zamarłam.

Moja mama, po tym jak przeszła na emeryturę, wyjechała do USA na kilka lat. Tam pracując jako opiekunka do dzieci, miała przyjemność pracować z zespołem ds. wczesnej interwencji. W skład tego zespołu wchodził logopeda, fizjoterapeuta, psycholog i dietetyk. Nauczyła się kilku metod, które i ja zaczęłam stosować, niestety. Mama wróciła. Pierwsze co wprowadziłam to była kara w postaci kąta. Zasada brzmiała: dziecko idzie do jakiegoś swojego kącika, miejsca odosobnienia, bez możliwości kontaktu i rozmowy. W tym kąciku przebywa tyle minut, ile ma lat. Zaczęłam więc stosować tenże kącik. Co Kasia zbroiła, szła do kąta: to był kawałek ściany w przedpokoju. Ustawiałam timer w kuchence i jak „pikało”, to Kasia mogła kącik opuścić, wtedy było przytulanie, przeprosiny, tłumaczenia, za co stała w kącie i naprawianie szkody. Czasem odbywało się to wszystko spokojnie, czasem krzyczałam, ale zawsze mój głos był stanowczy i zdecydowany. Najpierw się buntowała, uciekała z kąta, potem już zaakceptowała stanie „w kącie”, choć zawsze przy tym strasznie płakała. Serce moje płakało razem z nią, ale jak kara, to kara. Byłam nieugięta.

Aż pewnego razu…

Kasia uwielbiała Kopciuszka. Mogła oglądać tę bajkę kilka razy dziennie. Tak się zdarzyło, że oglądałam razem z nią. I był scena, jak Kopciuszek w sukni uszytej przez myszki, zbiega po schodach wołając, że ona też jedzie na bal. A potem Gryzelda i Anastazja za zachętą i przyzwoleniem matki-macochy niszczą jej suknie. Spoglądam na Kasię jak patrzy z przejęciem na tę scenę. Zadaje mi pytanie:

„Mamo, a macocha jest dobra, prawda?”.

„Nie Kasiu, macocha nie jest dobra. Jest złą kobietą” odpowiadam.

Na co Kasia: „Ale przecież ona nie niszczy jej sukni. Tylko te siostry niszczą suknię. Macocha jest przecież dobra”.

„Nie Kasiu, macocha nie jest dobra. Przecież ona pozwoliła córkom zniszczyć jej suknię. Nie zabroniła im. Przecież mogła powiedzieć: „dziewczyny przestańcie, nie wolno niszczyć sukni, tak nie można robić. Sprawiacie Kopciuszkowi przykrość”. A popatrz, nic nie powiedziała. Pozwoliła im zniszczyć suknię Kopciuszka, nic nie zrobiła. Macocha jest złą kobietą, ma złe serce”, mówiłam z coraz większym przejęciem i zaangażowaniem, żeby pokazać Kasi prawdę o tej sytuacji.

Nigdy nie wiesz, co pomyśli sobie dziecko…

Bardzo chciałam ją przekonać, że to macocha jest odpowiedzialna za całą sytuacje, że jak ktoś stoi i nic nie robi nie znaczy, że jest dobry. Właśnie dlatego, że nic nie zrobiła, nie podjęła działania i pozwoliła swoim córkom na niszczenie sukni, jest zła. Tak bardzo chciałam, aby Kasia to zrozumiała. I na końcu, z dużym przejęciem, żeby przekonać Kasię stwierdziłam:

„To macocha jest zła, gdyby przeszkodziła Anastazji i Gryzeldzie to one by przestały niszczyć suknię, ale macocha pozwoliła im na takie zło. Macocha jest okrutna”.

Skończyłam perorować. Czekam na reakcję Kasi. Patrzę na nią i widzę, ze coś dzieje się w jej głowie. Widzę, jak intensywnie myśli. Wyobraziłam sobie jaki tam musi być wir w jej mózgu, jak neurony, dendryty, synapsy, połączenia wszystkie naraz się rozbłysły. Efekt tej pracy powalił mnie na kolana. „Mamo, Ty też jesteś okrutna jak stawiasz mnie do kąta”, mówi Kasia.

„Co?”, pytam odruchowo, bo nie mieści mi się w głowie to, co słyszę.

„Ty też jesteś okrutna jak stawiasz mnie do kąta”, ze spokojem powtarza mi córka.

Dotarło do mnie. Zamarłam. Zmroziło mnie. Patrzę na tę macochę na ekranie. „Ja jestem taka okrutna jak ona?” I Kasia, która siedzi i patrzy na mnie spokojnie, bez świadomości jakie wrażenie wywarły na mnie jej słowa. Jaki proces musiał się w niej dziać, że połączyła ze sobą mnie, macochę, kąt i bycie okrutnym? Byłam dla niej okrutna, jak stawiałam ja do kąta. Byłam dla niej jak ta macocha dla Kopciuszka.

Uczę menedżerów o dawaniu i przyjmowaniu informacji zwrotnej. Że każda informacja zwrotna jest darem, prezentem, powinniśmy być wdzięcznym, że ktoś nam ją daje, bo pewnie też nie jest mu łatwo ją dawać. I oczywiście kultura osobista wymaga by podziękować, a co z nią zrobimy to już inna sprawa. Dlaczego nie miałabym więc być wdzięczna za to, co powiedziało mi moje własne dziecko? Owszem, mogłam nakrzyczeć na nią: „jak Ty śmiesz do mnie tak mówić?, jak Ty się do mnie odzywasz?, proszę tak do mnie nie mówić. Jak źle postępujesz to należy ci się kara, nawet jak jestem okrutna. To Ty jesteś niedobra, bo źle się zachowujesz. Sama sobie jesteś winna, nie stawiam cię do kąta bez przyczyny”. Ale na szczęście to nie mój styl. Dzieci takich rzeczy nie mówią bez powodu. Ileż w niej musiało kotłować się uczuć, myśli, wspomnień, że tak to sobie połączyła? Z jednej strony byłam zafascynowana jej wnioskiem z tej sytuacji, ale też przybita tym, co usłyszałam na swój temat.

To była ostania kara

Siedziałam i patrzyłam w to moje dziecko zadziwiona jej mądrością i zażenowana swoją postawą. „Dziękują Ci Kasiu, że mi to powiedziałaś. Teraz już wiem co o mnie myślisz jak stawiam Cię do kąta”. Pomyślimy o innym rozwiązaniu.” Więcej nie mogłam powiedzieć, bo łzy napłynęły mi do oczu. Uświadomiłam sobie, że oto moje 4-letnie dziecko dało mi jedną z najmądrzejszych i najtrudniejszych lekcji w moim życiu.

Nie mogłam zasnąć. „Muszą być inne rozwiązania aniżeli kary” myślałam. I ja je znajdę. Nie chcę by moje dziecko postrzegało mnie jako „okrutną”. Już mogę być „najgorszą mamą na świecie”, ale nie „okrutną”.

Na drugi dzień, ogłosiłam mężowi, dzieciom i babci, że nie ma kary w naszym domu. Kąt znika na zawsze, a ja zasiadłam do komputera i zamówiłam z pięć książek o wychowywaniu dzieci bez karania. Od tej pory ani Kasia ani Zosia nie doświadczyły kary w postaci kąta czy odosobnienia, o kącie nikt już nie pamięta, a ja ani raz nie usłyszałam, że jestem okrutna, choć czasem słyszę, że jestem najgorszą mamą na świecie (ale to inna historia). I pomyśleć, że to wszystko dzięki jednemu zdaniu, które wypowiedziała 4-letnia dziewczynka. Ileż te nasze dzieci mają w sobie mądrości. Wystarczy je tylko usłyszeć.

Poniżej kilka moich refleksji na temat kar w ujęciu Analizy Transakcyjnej, którą uwielbiam, której się wciąż uczę i której uczę innych.

  • Karanie jest z Rodzica Krytycznego, a nie z Dorosłego (choć niektórzy tak uważają). (Stany Ja – Analiza Transakcyjna)
  • Karanie uruchamia w dziecku negatywne Stany Ja (Stany Ja – Analiza Transakcyjna), co uniemożliwia konstruktywną rozmowę, nie zachęca do współpracy, a buduje w dziecku postawą bądź buntowniczą i agresywną bądź nadmiernie podporządkowaną.
  • Karanie jest z postawy życiowej „Ja Ok, Ty nie ok”., lub „Ja nie ok i Ty nie ok” (Pozycje życiowe, Analiza Transakcyjna) i wzmacnia te niezdrowe pozycje.
  • Karanie to negatywny znak rozpoznania, warunkowy lub bezwarunkowy. (Znaki rozpoznania, Analiza Transakcyjna), który potwierdza dziecku jedną z niezdrowych pozycji życiowych.
  • Karanie wzmacnia driver, wszystkie pięć, każdy w inny sposób. (Drivery lub nakazy – element skryptu życiowego Analiza Transakcyjna)
  • Poprzez kary przekazujemy dzieciom zakazy (jest ich 12) np. nie czuj (jak dziecko się złości, cytując Ginnota „wszystkie uczucia i emocje są ok, tylko nie wszystkie zachowania są ok”.) lub nie bądź blisko (jak np. odmawiamy dziecku kontaktu fizycznego, odsyłamy dziecko do  miejsca odosobnienia – badania pokazują, iż te metody nie działają, po poziom kortyzolu – tzw hormon stresu jet wciąż wysoki) lub nie bądź dzieckiem jeśli za dużo wymagamy (Zakazy – element skryptu życiowego, Analiza Transakcyjna)

Doszłam do wniosku, że: karanie uczy, że karanie niczego dobrego nie uczy.

A poniżej kilka myśli z tych zakupionych mądrych książek na temat stosowania kar:

  1. Między rodzicami a dziećmi. Dr. Haim G. Ginott

  • „Dzieci są wściekłe, kiedy rodzice stosują wobec nich kary. Przepełnione gniewem i niechęcią nie potrafią słuchać ani się skupić”.
  • „Żadne dziecko, które zostało ukarane, nie mówi sobie: „Poprawię się. Będę bardziej odpowiedzialny i chętny do współpracy, bo chcę zadowolić dorosłego, który mnie ukarał”.
  • „Złe zachowanie i kara to nie plus i minus, które się nawzajem znoszą. Wręcz przeciwnie – wzajemnie się umacniają. Kara nie powstrzyma dziecka od dalszego niewłaściwego postępowania. Sprawca uczy się jedynie, jak uniknąć wykrycia. Kiedy dzieci są karane, postanawiają być bardziej ostrożne, a nie bardziej posłuszne czy odpowiedzialne”.
  • „Dzieci zachowują się źle, bo źle się czują”.
  1. Kiedy złość krzywdzi dziecko. M. McKay, P. Fanning, K. Paleg, D. Landis

  • „Matki, które często złoszczą się i stosują liczne kary mają dzieci łatwo popadające w złość”.
  • „Złość rodzica (krzyk, klaps) sama w sobie jest już karą. Kary nie uczą dziecka odpowiedzialności, dziecko uczy się ukrywać swoje czyny”.
  • „Złość wywołuje w dziecku strach. Wie ono, że jesteś większa i silniejsza od niego i możesz sprawić mu ból. Jak się złościmy możemy być dla dziecka przerażający. Nikt nie jest w stanie nauczyć się niczego jak jest przerażony”.
  1. Wychowanie bez nagród i kar, Alfhie Kohn

  • „Ukarać dziecko to spowodować, że doświadczy czegoś nieprzyjemnego, lub nie pozwolić, by doświadczyło czegoś przyjemnego – zwykle w celu zmiany jego przyszłego zachowania. Karzący zadaje mu cierpienie, innymi słowy: daje nauczkę”.
  • „Jeżeli kara rzekomo jest skuteczna, to dlaczego muszę karać moje dziecko wciąż od nowa?”.
  • „Badania pokazały, że dzieci karane w domu przez rodziców za nieprzestrzeganie zasad, poza domem często te zasady łamały i to w poważniejszym stopniu”.
  • „Zapowiedź wymierzenia kary: „jeśli zrobisz to i to, czeka cię z mojej strony to i tamto”, może uspokoić nasze sumienie…, ale tak naprawdę jest to tylko zwykła groźba. Oznajmiamy dziecku z wyprzedzeniem, jakiego dozna bólu, kiedy nie będzie posłuszne. Taka zapowiedź jest wyrazem braku zaufania: „Nie sądzę, żebyś postąpił właściwie, jeżeli nie będziesz bał się kary”. Pozbawia dziecko niezależności i podkreśla jego bezsilność”.

Koniec z karami…

Po przeczytaniu tych wielu mądrych zdań, po wnioskach z badań, po informacji od mojej córki, i po moim zawsze pojawiającym się ogromnym poczuciu winy po ukaraniu dziecka, nie jestem w stanie dalej stosować kar. Wymaga to ode mnie szukania innych sposób radzenia sobie ze swoją złością i bezradnością, jak dzieci mnie nie słuchają, szukania metod zachęcania ich do współpracy, innego sposobu komunikowania się z nimi, testowania różnych rozwiązań, radzenia sobie z porażką jak coś nie wyjdzie. Ale wszystko to, ten trud i wysiłek, radość jak coś mi wyjdzie jest o niebo lepsze niż płacz i rozpacz mojego dziecka, niż moje poczucie winy i moje rozdarte serce.

A Twoje dzieci jak postrzegają kary?