„Ona chyba ma zły dzień” –  mówi  babcia.

”To nie zły dzień, tylko: dzień bez focha dniem straconym” – odpowiada tata.

Dziewczynka płacze dalej. Na to matka już nie wytrzymuje i krzyczy: „Weź się ogarnij dziecko!”.

Patrzę na dziecko, z ciekawości jak taka rada matki działa na ok. 4-letnią dziewczynkę. Dziecko płacze jeszcze bardziej, zasłania twarz rękami. No, nie ogarnęła się. Myślę sobie: jednak te nasze matczyne złote rady podniesionym głosem nie działają…

Nie wiem jak skończyła się ta historia – już zapakowaliśmy się do samochodu i wracamy do domu. Oni dopiero co przyjechali, zaczynają swoją dzisiejszą przygodę z nartami, choć start nie jest pewnie taki, jaki planowali. A co dzieje się potem?

Oj, na stoku dla dzieci, które dopiero zaczynają się uczyć jeździć można usłyszeć wiele ciekawych komunikatów. Przyznam, że czasem stoję i słucham i zapominam monitorować swoje dziecko.

Jak uczyć dzieci…?

„Źle, nie tak, no popatrz jak inni jeżdżą!”

„Pięty szeroko, czubki razem. Czego w tym nie rozumiesz?”

„Więcej tu nie przyjedziemy jak będziesz się tak zachowywać!”, na co dziecko przedrzeźnia: „Przyjedziemy”. Odpowiedź: „Nie, nie przyjedziemy!”. Skończyło się tekstem taty: „Jesteś niegrzeczna i niemiła.”. Byłam z boku, ale aż mnie zabolało. Na taką etykietę i podsumowanie dorosłego już nie było reakcji, bo jak tu zareagować z pozycji dziecka?

„Jak będziesz tak płakać, pójdziemy do domu!” – i dziecko płacze jeszcze bardziej.

A gdyby tak instruktor, któremu zapłaciliśmy 80 zł/h mówił tak do naszego dziecka? Ja bym takiego instruktora wyrzuciła na „zbity pysk”. Wiec dlaczego fundujemy to naszym dzieciom?

Sposób uczenia wpływa na to jak potem – w przyszłości – dzieci będą podchodzić do nauki, do procesu uczenia się.

Jeśli słyszą ciągle krytykę, widzą zezłoszczonych rodziców, stawiających ciągle jakieś ultimatum, groźby, czy szantaże, to jakie wspomnienia będą uruchamiać, jeśli przed nimi będzie kolejny, inny proces uczenia się? Za każdym razem dzieci ucząc się, uruchamiają nowe połączenia – ścieżki w mózgu. Obok tego zapisują się wspomnienia – przyjemne lub przykre. Jakie chciałbyś żeby miało Twoje dziecko?

Czyli jak uczyć dzieci…?

Na szczęście, na stoku można usłyszeć też inne komunikaty:

„Świetnie!”, „Brawo!”, „Wspaniale!”, „To Twój pierwszy zjazd na nartach, ale się cieszę!”, „Przybij piątkę!”, „O właśnie tak – czubki razem, pięty szeroko i możesz zahamować.”, „Dobrze, właśnie tak trzeba zjeżdżać!” „Widzisz? Próbowałeś tyle razy i już Ci wychodzi”, „Jak Ty już umiesz jeździć na nartach!”. Są i uściski, przytulania, piątki, buziaki, uśmiechy, i dzieci jakieś radośniejsze, chętniej zjeżdżają, chętniej współpracują z rodzicem.

To znaki rozpoznania, głaski warunkowe i bezwarunkowe, które wzmacniają pożądane zachowanie u naszych dzieci (Analiza Transakcyjna).

Są też i takie: „Jadłaś kiedyś pizzę? Jak wygląda kawałek pizzy? To tak właśnie trzeba zrobić z nartami: pięty rozpychamy, czubki razem”, „Pochyl się do przodu, rączki na kolanach.”, „Teraz do kolejki, stajemy na końcu, czekamy na naszą kolej, nie wpychamy się”, „Ustaw narty obok siebie, i łap sznurek”, „Jak się przewrócisz to puść sznurek i zejdź na bok, żeby inne dziecko na ciebie nie wjechało”.

A jednak to, co i jak mówimy ma znaczenie, by uczyć dzieci

Każdy z nas chyba wie, że żeby się nauczyć jazdy na nartach, innych sportów, czy czegokolwiek, potrzebujemy komunikatów podobnych do tych drugich i tych trzecich. Tylko w ten sposób możemy zbudować i wzmacniać kompetencje dziecka. Te pierwsze nie są nam do niczego potrzebne – wysyłane są z Stanu Ja Rodzic Normatywny aspekt negatywny, potocznie zwanym Rodzicem Krytycznym (Analiza Transakcyjna) nie wnosi niczego konstruktywnego do  naszej relacji z dzieckiem. Nie wspiera również procesu uczenia, a jedynie go wymusza.

Komunikaty drugie i trzecie to komunikaty z Rodzica Opiekuńczego, Rodzica Normatywnego, z Dziecka Spontanicznego i Dorosłego, który też uczy jak coś robić np. jak jeździć na nartach. To pozytywne aspekty naszych Stanów Ja, więc prawdopodobnie i u naszych dzieci też te pozytywne aspekty Stanów Ja uruchomimy. Dlatego chętniej z nami współpracują i maja motywację do uczenia się.

Moja Kasia szybko załapała pług. Czwarty wyjazd na narty i już poszła na „wielką górę”, zjechała z instruktorem. Ależ jestem z niej dumna. I po tej jeździe z instruktorem wzięła się za uczenie młodszej siostry. Aż miło popatrzeć i posłuchać.

Jak nauczyły się moje dzieci…

Moja Zosia nie może załapać pługu, na początku się denerwowałam, bo liczyłam, że to sprawniej pójdzie. Już przestałam się tym przejmować. W końcu się nauczy. Może trochę później, może dopiero w przyszłym roku. Ale śmiejemy się i przytulamy na tej górce. Odnoszę nawet wrażenie, że jak wpada we mnie to ma z tego więcej frajdy niż jak zrobi ten „pług”. A jak zrobi nawet „kawałeczek pługu”, od razu mówię co dobrze zrobiła, tłumacze dlaczego to jest ważne. Widzę, że się stara, że chce tak pojechać jak mówię, ale coś jej nie wychodzi. Wiem, że się nauczy, i wiem też, że będzie mieć ciepłe, radosne wspomnienia. Zapamięta, że uczenie się może i jest wysiłkiem, ale towarzyszy temu radość, uśmiech, akceptacja, i można ufać tym, którzy mnie uczą, że „nie wkurzą się” jak zrobię błąd.

Przecież dzieci nie chcą nas zawieść, bardzo chcą się nauczyć dla siebie, dla nas. Zróbmy wszystko, żeby to była dla nich i dla nas radosna przygoda i prawdziwa frajda.