Będzie o tym jak dziecko chce koniecznie wygrać, nie umie pogodzić się z przegraną, co wspólnego z tymi mają piętra mózgu i radzenie sobie z emocjami

Gramy w karty – Uno Junior (bardzo fajna gra karciana). Moje dziewczyny ją uwielbiają, gramy codziennie po kilka razy. Szczególnie uwielbia ją Zosia (4,5 roku).

Rozgrywamy partyjkę i Zosia wygrywa. Co za radość – skacze po łóżku, ręce w górze, uśmiech od ucha do ucha i jeszcze dalej. Skacze na mnie. Mam wrażenie, że nie wie co ma zrobić ze sobą w tej radości. Patrzę na Kasię (6 lat), trochę smutna mina, i cichym głosem mówi: „Ja też chciałam wygrać”. A ja, jak to matka cieszę się z radości Zosi i i smucę smutkiem Kasi. Kiedyś myślałam, że te dwa uczucia nie mogą iść ze sobą w parze, a jednak od kilku lat tak je przeżywam. Dzieci potrafią dużo nauczyć nas – dorosłych…

Mówię do Kasi: „Wiem, Kasiu, że chciałaś wygrać, jeszcze możesz ze mną wygrać. Co? Gramy?”. Wygrała. Teraz skaczą we dwie i krzyczą: „Wygrałyśmy z mamą! Wygrałyśmy z mamą!”. I ja też się cieszę, że ze mną wygrały. „Zagrajmy jeszcze raz!” wołają.

Gramy. Kasia wygrała. Teraz ona się cieszy i skacze z radości. A Zosia, totalna rozpacz: „Ja chciałam wygrać!” (łeeeeeeeee) i płacze w niebogłosy. „Ale to ja chciałam wygrać!!”.

Mówię do niej, jak przed chwilką do Kasi: „Zosiu, możesz jeszcze ze mną wygrać”.

„Ja chciałam wygrać!!”

„Nie, ja chciałam wygrać!!!!!, to niesprawiedliwe, to ja miałam wygrać!”.Krzyczy na całe gardło.

Skąd się u niej wzięła taka chęć wygrywania? – myślę sobie. Później poszukam odpowiedzi, a teraz potrzebuje ją troszkę uspokoić, bo to naprawdę dramatycznie wygląda.

Do głowy przychodzą mi różne słowa: „Zosia, raz się wygrywa, a raz przegrywa; no teraz jest sprawiedliwie, Ty wygrałaś przed chwilką, a teraz wygrała Kasia; ale to tylko jest gra, nie ma o co płakać (tak mówi mój mąż); choć zagramy jeszcze raz, na pewno wygrasz; no, ale nie ma się o co tak złościć; nie zawsze można wygrywać, każdy kiedyś musi przegrać”. Ale wiem, że to do niej nie trafi, a nawet jeszcze bardziej zaogni sytuacje. Dzisiaj już wiem (po licznych szkoleniach i literaturze), że gdy dziecko jest w takim „porwaniu przez emocje” Kora Nowa, czyli racjonalne myślenie jest odcięte, zamknięte, niedostępne i żadne logiczne argumenty do dziecka nie trafiają.

W książce „Zintegrowany mózg-zintegrowane dziecko” jest bardzo fajne porównanie mózgu do piętrowego domu. Na parterze znajduje się pień mózgu i układ limbiczny – odpowiadają za podstawowe funkcje życiowe jak oddychanie, mruganie, czy silne emocje np. gniew i strach. Zatem nasz gniew, złość, strach, powstają właśnie na parterze mózgu.

Piętra mózgu

Piętro mózgu wygląda inaczej. Składają się na nie fragmenty kory mózgowej. To tutaj odbywają się złożone procesy umysłowe jak myślenie, wyobraźnia i planowanie. Piętro mózgu kontroluje najważniejsze analityczne oraz abstrakcyjne procesy myślowe. Mózg funkcjonuje najlepiej kiedy jego parter i piętro są ze sobą zintegrowane. Celem rodziców powinna być pomoc w budowie i wzmocnieniu konstrukcji metaforycznych schodów łączących ze sobą parter i piętro mózgu. Wówczas dolne i górne partie mózgu są zintegrowane pionowo. Oznacza to, że piętro może nadzorować działania parteru i łagodzić powstające tam gwałtowne reakcje, impulsy i emocje. Parter mózgu jest prawidłowo rozwinięty już w momencie narodzin, ale piętro jest w pełni ukształtowane dopiero około 25  roku życia. Tak więc piętro mózgu naszego dziecka to jeden wielki plac budowy! I właśnie dlatego piętro mózgu naszych nie może działać na miarę swoich możliwości. W efekcie dzieci często bywają „uwięzione na parterze”, bez dostępu do piętra. Efektem tego są napady złości, niewłaściwe decyzje, brak empatii i samoświadomości.

Tam właśnie „uwięziona” na chwile została moja Zosia.

Na parterze mózgu, w układzie limbicznym jest ciało migdałowate, dzięki któremu zachowujemy czujność na wypadek zagrożenia. Gdy wyczuje niebezpieczeństwo jest w stanie całkowicie przejąć kontrolę nad piętrem mózgu. To ciało migdałowate każe nam działać zanim pomyślimy, co nieraz ratuje nam życie, a nieraz przysparza nielada problemów. Ciało migdałowate u dzieci często się uaktywnia i blokuje schody łączące parter i piętro mózgu. Kiedy Zosia przegrała jej ciało migdałowate zaryglowało drzwi na piętro jej mózgu i nią zawładnęło.

Radzenie sobie z emocjami

Na szczęście – moje i Zosi – pamiętałam o tych piętrach, pojawiły mi się w głowie też inne słowa, aniżeli te powyżej przytoczone. Takie, które naprawdę pomagają jej z jednej strony przeżywać porażkę, z drugiej się uspokoić, a z trzeciej uczą nazywać emocje. I mówię: „Zosia, widzę jak strasznie płaczesz i się denerwujesz, na pewno chciałaś wygrać, tak?”, „Taaaaaak” – mówi z płaczem Zosia. „Chciałam być pierwsza!!!. „Wiem Zosiu, że chciałaś być pierwsza. I teraz jest Ci strasznie smutno, że nie byłaś pierwsza”. „Taaaaaaaak!!! Bo Kasia była pierwsza, a ja chciałam być. Łeeeeee” i płacze dalej. „Tak. Widzę jak bardzo Ci smutno. Widzę jak bardzo chciałaś wygrać, jakie to było dla Ciebie ważne. Czy chcesz się przytulić czy jeszcze posmucić?” Pytam delikatnie. Patrzy na mnie z zaciekawieniem… „Przytulić!!!!” i wpada w ramiona. Tulimy się  minutkę. Płacz ustał. Podnosi głowę, patrzy na mnie i pyta: „Zagramy jeszcze raz?” Uff, znalazłyśmy schody do piętra jej mózgu.